Historia niezwyczajna
Nr 2
Krótka charakterystyka miejsca zdarzenia
Dom troszkę za miastem, cisza spokój, za oknami rzeka i dolina o tej porze roku spowita gęstą mgłą, albo śnieżną zamiecią, zaś z drugiej strony, ulica co jakiś czas gasnąca w mroku. Czort wie czy to oszczędzanie energii, czy niedomagające latarnie gasną, żeby znów się zapalić po 10 min, jak stary telewizor, gdy trochę odpoczną.
Dla konserwatywnego mieszczucha takiego jak ja, przeprowadzka nad rzekę w towarzystwo starych wierzb o wielkich dziuplach i nadrzecznych krzaczyskach wyginających się na wietrze i straszących zdeformowanymi kształtami, było sztuką przetrwania z własną wyobraźnią. Na początku sprawa priorytetowa, rolety w oknach, wcale nie przed bandytami ale dla spokojności żeby za często po zmroku nie spoglądać na spowitą we mgle i ciemnościach, rzeczną dolinę. Sceneria magiczna, wręcz wiccańska, albo zjawiskowa dla filmu o duchach i wampirach.
Dom nie stary, ale przedtem stało tu inne domostwo takie z przed pierwszej wojny światowej, wiadomo ilu w nim ludzi poumierało, a i w obecnym nowym domu był ktoś kto spędził w nim swoje ostatnie dni, a po jego śmierci przez dobrych kilka lat wiało z domu pustostanem z nienaruszonym pokojem po nieboszczce.
Jak do tej pory pomimo, że można byłoby mieć jakieś omamy, nic nie działo, nie pukało, nie trzeszczało, poza cichymi spacerami mojego kota, który momentami zakradał się jak jakieś duszysko. Z resztą nie duchów się bałam w tym miejscu i domu, a ludzi i ich ewentualnych nieproszonych odwiedzin.
Ale od jakiegoś czasu, a konkretnie od powrotu z Tajlandii, jest jakoś inaczej, możliwe, że to najzwyklejsze zbiegi okoliczności, najpierw nie dająca się ugasić nawiedzona kapeczką benzyny świeca, teraz duch włączający sobie muzyczkę, a dziś jeszcze coś innego(w kolejnym poście). Możliwe że wszystko są to zbiegi okoliczności, które przy bliższej analizie dałoby się racjonalnie wyjaśnić. Przypadki? Albo coś tak subtelnie straszy, żeby nie nastraszyć, a pozostawić przestrzeń do namysłu; – A może mi się jednak zdawało ? I rzeczywiście po jakim czasie nie wiem już czy tak było, czy nie…
Duch włącza DVD ewidentnie coś mnie straszy
To, że dzieci straszyć się nie powinno wie każdy dorosły poważny rodzic, ale co innego straszyć, a co innego opowiedzieć bajeczkę, przez siebie wymyśloną z morałem dla uzyskania jakiegoś pożądanego efektu, a więc kilka wieczorów temu opowiadałam taką bajkę swojej córce, o duchu głodomorze i żartowałam tylko, a tymczasem sytuacja zażartowała ze mnie.
Duch z mojej bajki wyglądał jak skrzyżowanie barbapapy z gumowym żelkiem, tyle, że ten był nieco większych rozmiarów, grubas w różnokolorowe ciapki i plamy z jednym bystrym okiem po środku malej cylindrycznej głowy i ogromnym przezroczystym cielskiem rozlewającym się na boki z bulgoczącym tłustym płynem w środku i wielkim łakomym wirującym pępkiem, jeszcze dołożyłam mu krótkie łapska z czterema paluchami i bardzo krótkie nogi z ogromnie długimi stopami, o która zawadza gdy niezdarnie się porusza i upada wydając z siebie dźwięki rozlanej galarety. I taki oto potwor powstał w mojej wyobraźni i miał odstraszyć moją córkę przed dodatkową kolacją.
Ducha ochrzciłam imieniem Syfon i dodałam, że zazwyczaj przesiaduje w kuchni, a gdy jest dobrze najedzony leży w salonie na kanapie porządkując swoje dodatkowe sadło. Na tę bajeczkę była tylko jedna reakcja, krzyczący protest, że kłamię i mam przestać straszyć, więc przybastowałam i powiedziałam, że żartowałam. Ale w człowieku siedzi taki chochlik co go namawia do, “no dalej”
Pewnie gdybym skończyła byłoby po sprawie, ale mnie jakieś licho podkusiło żeby dokończyć, że żarłoczny duch Syfon już się najadł i teraz wyleguje się na naszej kanapie w pokoju na dole. Z ledwością skończyłam to zdanie, a usłyszałam muzykę ( nie anielską). Ktoś na dole w zupełnie ciemnym i pustym salonie włączył DVD z płytą ! Coraz wyraźniej dochodziło do nas, la la la la la ……muzyka grała jak nic.
Zesztywniałam. Z gardła wydostało mi się zdziwione ; – Co to ? Nerwowo rozejrzałam się za telefonem w nadziei na dzwonek połączenia, ale nie, jak nic na dole w pustym pokoju sama odtwarzała się płyta. Czy to nie dziwny zbieg okoliczności i fenomen jakiś ? Myśli jak błyskawice z prędkością światła poszybowały w stronę drzwi wejściowych. – Nie zamknęłam drzwi, gdy wypuszczałam psa na dwór, wszedł złodziej i teraz po cichutku rozpoczął grabieże, a przez przypadek włączyło mu się DVD !?
Reszta zdarzeń to komedia, nawet jak dla mnie po czasie, oczywiście. Schodziłam po schodach jak agent FBI tropiący czającego się za rogiem bandytę, zamiast pistoletu trzymałam przed sobą telefon komórkowy z wybranym numerem na policję i palcem na czerwonym guziczku ze słuchawką.
Zwierząt w to nie mieszałam, kot, był z nami na piętrze, a pies na podwórku.
Sztywna z napięcia w oczekiwaniu na najgorsze, ześliznęłam się po schodach, nie miałam wyboru i chcąc nie chcąc pchnęłam lekko uchylone drzwi od pokoju, zamachnęłam się energicznie i najsilniej jak potrafiłam, żeby znokautować napastnika, a tymczasem oberwałam rykoszetem i przycięłam sobie nogę. Potem nastąpiła seria nerwowych chaotycznych skłonów, wygięć, wyciągnięć, pod stół, za krzesła, za komin, za meble do szafek itd. I nic pusto wszędzie, głucho wszędzie. Na stole w pokoju grzecznie poukładane leżały sobie wszystkie piloty i zero kogokolwiek, poza ciszą, dziwną jakąś, bo mi się zdawało że ktoś mi się przygląda i że się ze mnie śmieje. Najwyraźniej śmiesznie wyglądałam, bo córka zamiast należnej w takiej sytuacji powagi śmiała się pod nosem. Zerknęłam na nią raz potem drugi jak stoi na schodach i rży ze śmiechu.
- Co się śmiejesz, zgłupiałaś? - czy nie rozumiesz, że coś straszy w tym pustym pokoju !?
- No powiedz, a kto włączył ten odtwarzacz, jak tam nikogo nie ma ?
- Nie wiem mamo, ale ty strasznie śmiesznie wyglądasz. Odpowiedziała rozbawiona
Do piwnicy zdecydowanie nie zeszłam, przekręciłam tylko klucz w zamku. Jeszcze miałam kilka innych pomysłów , a może coś zatrzęsło podłogą i odtwarzacz sam się włączył, nigdy tak nie było, ale zawsze może być ten pierwszy raz, a może w pilocie guziczki się powciskały do połowy, i jak coś zadrgało to się same nacisnęły i zagrało, ale wszystkie próby żeby powtórzyć ten sam spontaniczny odzew urządzenia, spełzły na niczym. Odtwarzacz milczał jak zaklęty, a ja usiadłam zupełnie wyczerpana na kanapie, zaraz obok “ducha Syfona”
I nie wiem co się stało tego wieczoru i jak u licha to się samo włączyło w czas przyzywania domniemanego ducha ? Od tamtej nocy minęło dobre kilka dni, a DVD uparło się żeby nie być zepsute i nie włączyło się ani razu, poza czynnością, weź pilota naciśnij i zagra.
Jeszcze tego wieczoru postanowiłam już nigdy nie straszyć dzieci, nie wywoływać duchów, nawet tych baśniowych i niesiniejących, ale nie odpuściłam sobie kart i pomimo, że mogły być teraz bardziej nawiedzone niż kiedykolwiek, zdecydowałam się po nie sięgnąć. Wybrałam z talii sześćdziesięciu Aniołów Światła, (takich kartoników z tekstem zamiast obrazka), jedną na chybił trafił z napisem; Synchroniczność !
Tekst na karcie informował mnie, że duchy i anielscy wysłannicy dają mi znaki, zawsze wtedy kiedy zachodzi potrzeba i nic nie dzieje się przypadkiem. Muszę się chyba zapisać do CTUD-u, bo przestrzegał mistrz Sujan, że tak to się niewinnie zaczyna, a kto wie może wkrótce nie tylko DVD, ale meble zaczną się przemieszczać i figurki same gadać , kuchenka się rozpali, a świece nie tyle nie dadzą się ugasić, co same zapłoną rozpalone niewidzialną ręką ? Powinnam sprzątnąć ten tajlandzki domek duchów, a może wziąć i spakować wszystkie karty, książki i program astrolog i spalić na stosie przed domem, albo na jakiej leśnej polanie ? Już sama nie wiem, może jakieś duchy w walizce przywiozłam ze sobą…Całkiem możliwe.
Mam jeszcze inną koncepcję. Słyszałam, że dzieci w pewnym wieku potrafią różne dziwne rzeczy robić, gdy się zdenerwują włączają żarówki i różne inne sprzęty itd. gdzieś kiedyś o tym czytałam. Stawiam na te właśnie moce energetyczne protestu mojej córki, kontra, wobec wymyślonego przeze mnie stwora, który jak nic podziałał na jej wyobraźnię.




FotoTurystyka
ROHRIG TAROT























































Odczytywanie ukrytych informacji z pomocą symboli, hieroglifów, znaków i gwiazd na niebie, jest człowieka przyrodzonym darem z którego korzystał zawsze bez względu na następujące po sobie epoki i okresy wzmożonej cywilizacji.














