Powroty we śnie – Kambodża
Noc, w noc śni mi się że wyjeżdżam do Kambodży. Nie śnią mi się cieplutkie plaże, palmy ani szmaragdowe ciepłe wody. Zupełnie inaczej niż być powinno, śnię że jestem na jakiejś misji, bardzo tym przejęta, pokonuję wiele problemów ale w końcu udaje mi się wyjechać i to na zawsze. Nie odczuwam z tego powodu strachu czy smutku tylko nadzieję i ulgę że wreszcie mi się udało. Byłam w Kambodży zaledwie trzy dni ale to wystarczyło żeby już nie móc nigdy zapomnieć jej mieszkańców ! Zwłaszcza jednej z matek i jej dzieci.
Dzięki tej właśnie podróży uprzytomniłam sobie ile mam w sobie siły i jak dużo zdrowia, o które nawet bym się nie posądzała.
Postanowiłam jeszcze dziś napisać do człowieka jakiego miałam przyjemność spotkać na miejscu, Polaka który mieszka w Tajlandii na stałe, to właśnie on gorąco namówił mnie na wjazd do Kambodży. Ze wspólnych rozmów wynika że wyjątkowo ceni jej mieszkańców, a ich losy nie są mu obojętne i dla mnie stały się obrazem prześladowczym.
Nie, oczywiście że nie zamierzam zostać misjonarką, przynajmniej w takim sensie jak wyjazd na stałe do kambodżańskiej dżungli. Moim celem jest dowiedzenie się, jak można pomóc zwyczajnym ludziom z wiosek, omijając korupcję, czy w ogóle istnieje taka możliwość?. Czy los tych ludzi jest właśnie taki odgórnie przesądzony ? Taka straszna bezsilność.
Dotarła do mnie myśl, że jeśli choć raz coś komuś ukradniemy (nie wprost oczywiście), coś z zyskiem wykombinujemy, dokładamy się do tej straszliwej biedy i pokuty, nawet nie zdając sobie z tego sprawy i pomimo że ten świat jest tak daleko, to jest i blisko, wszystko zaczyna się od nas. Każdy wykombinowany zysk, jest kosztem kogoś słabszego, biedniejszego w rezultacie, oczywiście wierząc w koło samsary, takimi czynami ZAWSZE zubożamy samych siebie.
Ich obraz, zwłaszcza kobiet i dzieci, jest poniżająco smutny, przerażający. Mam nadzieję otrzymać rzetelne informacje, a potem pomyślę co dalej …
Cichutkie – “One dolar please” ! Biedę strasznie trudno jest fotografować, czułam się jak zbrodniarka. Upokorzona nie mniej od tej małej. Moje polegało na czymś w rodzaju grzechu próżności, popełnianym świństwie nadużycia. Jej, być może, na przymusie żebrania u kolejnego z turystów “paparazzich”. Wymiana spojrzeń, złożone jak do modlitwy rączki i upokarzające pstryknięcie, walka o byt, oko w oko, czuć napięcie, da czy nie da mi tego dolara? …. . A może zrobi zdjęcie, machnie ręką i pójdzie dalej ?
- O, podnosi aparat , składam rączki, to ich wzrusza zwłaszcza kobiety. We mnie nerwowa gonitwa myśli, wewnętrzna walka, robić to zdjęcie, czy nie robić ? Po kiego je robisz, na co ci ono, daj jej tego dolara i odejdź ! Wyjdzie, czy się rozmaże ?. Wewnętrzna walka z sumieniem trwa, robię tak jak inni, jestem jedną z nich. Zatrzymuję to zdjęcie, obraz modlącej się do mnie dziewczynki, małej cwaniary, słyszę obok siebie głosy rozsądnych cywilizowanych ludzi. Może i dobrze, że zrobiłam zdjęcie i to nie jedno. Poczułam wewnątrz siebie jakiś impuls, silne napięcie, którego nie zastąpi żadna teoria. Oko w oko z samą sobą.
Tym razem bez żadnych wątpliwości, wiem, że te dzieci są i moje. Ta mała jest prawie jak aktorka, modelka, zarabia, sprzedaje jedyne co ma, egotyczną biedę za dolara. Jest jak ten kamień za nią, oryginalna, zwłaszcza w internecie, na forum albo blogu?. Dla mnie jest zwierciadłem duszy, mistrzem.
Super przygoda to była, prawie jak z National G, albo Planete. I tylko przeszkadza mi w tym wszystkim, jakieś dziwne zakłuwanie w sercu, wywołane nie tyle jej biedą, co własną bezsilnością, ciężącym na szyi aparatem i totalnym wytrąceniem ze znanej równowagi.
To straszne ale poczułam się gorzej od tej małej. Fatalnie.
Kim ja jestem, co ja tutaj robię, dlaczego pstrykam te zdjęcia z innymi ? Tam w tym miejscu jedynym bogiem dla każdego jest drugi człowiek. Wrażliwszy, albo spragniony zdjęcia turysta. A może czyjś wewnętrzny budda? Innego boga, brak. Pozytywy z tego fotografowania na pamiątkę ? Na zawsze wypalone we mnie spojrzenie tej małej dziewczynki i jakaś świadomość zaskoczenia prawdą o sobie.
Czy i nam od czasu do czasu dobry wrażliwy bóg robi zdjęcie, podsuwając jednego dolara, albo miskę z dobrym jadłem? A może gdy się dobrze postaramy, da coś i więcej … ? Módlmy się zatem, jeśli bóg jest wrażliwy na pewno nas nie ominie. Na swój własny obraz i podobieństwo stworzył nas przecież.
Linki powiązane: Odnaleźć Sens Życia
Poważnym problemem jest bieda, wręcz nędza. Aż 75 % społeczeństwa to analfabeci. Wiele razy spotykałyśmy się z przypadkami rodzin, które przymierały głodem i podarowany przez nas worek ryżu był dla nich ratunkiem przed śmiercią głodową. Czytaj więcej
Kolejny dzień aklimatyzacji
Zmusiłam się wczoraj do pójścia spać ok 24, ledwie już patrzyłam na oczy, głowa zwisała mi nad stołem pusta i zmęczona, oczy piekły jakbym cały dzień płakała, ale postanowiłam wrócić do tego czasu, poddać się zamęczeniu !
Wyspałam się dziś na maksa i czuję że znów jestem, a i myślenie wraca na swoje miejsce.
Jestem w domu. Może nawet dziś przejdę się na miasto kupić farbę do włosów, wyleniałam od słońca i wiecznie spoconej głowy jak stary bóbr
Wyglądam koszmarnie, postanowiłam nie patrzeć w lustro, a przecież to też minie, jak wszystko przedtem ![]()
Przez mój dom prawie non stop przewijają się dźwięki przepięknej muzyki Siamu. Kto by pomyślał że mój towarzysz podroży, mąż racjonalny, człek zupełnie poza jakąkolwiek potrzebą afirmacji i medytacji nagle tak się “przebudzi” do ciągłego słuchania tej samej relaksacyjnej płyty, na dodatek twierdzi że ona go wprowadza w niesamowicie dobry nastrój i wiedzie gdzieś poza zmęczenie, otwiera na jakąś tęsknotę. Słucha dźwięków Siamu, w pracy w samochodzie i w biurze ![]()
Kurcze, cud nastał. Pomysł wyjazdu w kierunku azjatyckim był mój, a więc czuję się doskonale, dokonując ( pośrednio) takiej przemiany
Zaparowany Budda

Czarny Budda przed hotelem w Kambodży. Piękny hotel, o równie bogatej nazwie, Empress. Oaza luksusu na "pustyni" z nędzą.
A jednak było tego jedynie, 16 dni i 16 nocy.
Na zdjęciu powyżej ( na początek) jeden z wizerunków kambodżańskiego przyhotelowego buddy , którego uwieczniłam przed wschodem słońca w drodze do świątyń Angkoru przez zaparowany obiektyw aparatu. A jużem miała nadzieje że doświadczam osobistego cudu, ale ten skończył się gdy spojrzałam w obiektyw z drugiej strony
Przeżyłam, doświadczyłam, zobaczyłam i przemyślałam w tej podroży tak wiele, że nie nadaje się to na jeden czy dwa posty z kupką zdjęć. Postanowiłam, w zasadzie przy okazji dla innych poszukiwaczy przygód, ale w szczególności dla samej siebie, przeanalizować każdy dzień, zdarzenie i spotkanie z osobna. Będzie to całkiem inna relacja z podróży niż dotychczasowe – było tych dni tylko 16 i tyle starczyło żeby przeżyć coś wyjątkowo prawdziwego.
Pojechałam spotkać nieznane, a spotkałam się tam sama z sobą i z wszystkimi swoimi wadami, ale i wieloma zaletami. Azja jest jak lustro, niczego nie ukryjesz, chyba, że przed ludźmi z którymi wybrałeś się w podróż. Co się stało z lękami gnębiącymi mnie na starcie ? Dziś siedzą we mnie do cna wyczerpane strachy i odpoczywają po długich nieprzespanych nocach w samolocie i marszu w okropnym upale, a dalsze pojawią się wraz kolejnymi postami. Było wesoło, zabawnie i było ciężko. Jak było… ? Zaglądnijcie tu od czasu do czasu i sami sprawdźcie.
Po powrocie
Mam kompletnie pustą głowę wszystko wydaje mi się że dzieje się w innym wymiarze. Chyba zawiesiłam się gdzieś po drodze, czekam na powrót do siebie. A za oknem tak samo biało, może bardziej… jak i trzy tygodnie temu.
A propos religii i Boga. Jadąc samochodem zamiast przydrożnych figurek Matki Bożej, widzę siedzącego Buddę albo Sziwę albo Wisznu, albo Ganasze.
Niestety, poza niewątpliwą wiedzą historyczno, etnograficzno – socjologiczną nie trafili mi się uduchowieni przewodnicy, wszyscy bez wyjątku informowali że mamy do czynienia z poganami.
A mi się podobały te karmione owocami, fantą i coca-colą domy z duchami.
W stronę słońca
-
Ku wschodzącemu słońcu …
Już tylko godziny dzielą mnie przed “wielkim” startem w nieznane. Mam w sobie wiele prawie przerastających mnie lęków, a jednak nie wygrywających ze mną. Wczoraj w kinie na ekranie przez kilka chwil wyświetlił się taki napis; jesteś silniejsza od swoich lęków.
Nerwica z rodzinnej skrzyni
Nerwica jak wąż wślizguje się do podświadomości , niepostrzeżenie. Nie pojawia się z dnia na dzień, jej zalążki istnieją w człowieku na długo za nim nabierze w płuca pierwszego powietrza.
Nerwica nie tyle jest chorobą dziedziczoną w genach co przekazywaną kolejnym pokoleniom jak wirus rozprzestrzeniający się w umyśle.
Zapewne ( nie będę się wdawać w kwestie medyczne) istnieje jakaś skomplikowana genetyczna kombinacja, która przy odpowiednich warunkach odradza się i mutuje w kolejnych organizmach.
Niepodważalnym faktem jest, że nerwica, rodzi nerwicę i geny przechodzą mutacje na skutek traumatycznych przeżyć odbieranych przez umysł.
Nie dawno w telewizji był program o tym czy starego psa można nauczyć nowych sztuczek ? W przypadku psa jak najbardziej się powiodło, ale czy z umysłem możemy zrobić to samo, wytresować go ? I czy przekazane nam w spadku geny tylko za sprawą regularnych ćwiczeń i samozaparcia , mogą ulec przemianie ? Czy jednak to ślepa uliczka ? Odpowiedź ;
Dla nas jeszcze ślepa, ale nie dla naszych wnuków już nie.
Bez względu jaki rodzaj potencjału odziedziczą po nas dzieci. Nasze zachowanie i praca z umysłem, pełna wyrzeczeń samokontrola ma szansę spowodować, że u część genów wykształcą się mutacje które znacząco wpłyną na przyszłą populację i ewolucję członków naszych rodzin.
A wracając do tematu nerwicy.
Istnieją niezliczone odmiany nerwic, urojeń i stanów psychotycznych i kilka podstawowych klasyfikacji medycznych.
Jak to wszystko się zaczyna i kiedy ?
Jabłko, owoc grzechu zbiorowego
- Skosztuj na pewno nie umrzesz, powiedział wąż … do Ewy w jakimś cudnym niebiańsko raju.
Czemu ta Ewa jak każda normalna kobieta nie czuła do niego wstrętu ?
Kogo przypomina ci ta kobieta w czarnym welonie stojąca zaraz za kobietą w bieli z rumianym jabłkiem w wyciągniętej dłoni?
Dzieciństwo to piękny czas, bez względu na to czy byłeś wtedy bogaty biedny, czy na świecie była wtedy wojna, socjalizm albo inna alternatywa rzeczywistości, było pięknie choć wcale tego nie widziałeś.
Nie ważne, o ile nie urwało ci nogi, a twoi rodzice nie służyli w wojsku, policji albo nie za bardzo udzielali się partyjnie, wszystko było piękne, a ty młody i naiwnie szczęśliwy jak tarotowy głupiec.
Powiesz mi – nonsens ! Było mi ciężko, rodzice nie mieli dla mnie czasu, ojciec pił, ubierano mnie gorzej od innych dzieci i wciąż co roku do szkoły, dostawałem komplet wysłużonych podręczników !
Czas żniw. Przejście Saturna przez 12 dom
Kto by pomyślał, że żyję na tyle długo żeby coś podsumowywać, nie jakiś fragment życia, z dzieciństwa, małżeństwa, lat szkolnych, ale coś co stanowi pewną zamkniętą dla mnie całość - początek i totalny koniec.
Może nie czas, odgrywa tu najistotniejszą rolę, co intensywność i rozmaitość moich doświadczeń.
Właśnie ta ilość zakrętów w górę i w dół, szybkie decyzje i wybory doprowadziły mnie do miejsca w którym się znajduję obecnie, a co z tego wyniknie okaże się gdy Saturn już mnie “rozliczy” i minie mój ASC ( aż strach się bać, pora drżeć i klęcznik szykować)
Fizyka kwantowa. Uganianie się za białym króliczkiem
W zasadzie Vir śpiewa o poszukiwaniu tej jedynej kobiety (a może i nie …?), ale czy nie można tej piosenki odnieść i do czegoś więcej jeszcze ?
A pływaj sobie człowiecze w oceanie łap ryby, biegaj za białym królikiem, szusuj po niebie w poszukiwaniu śladów, wywołuj duchy, stawiaj tarota, idź do kościoła, albo kochaj się i utwierdzaj w tym że na pewno żyjesz … itd. Bez różnicy.
Dziś Księżyc w Rybach, czy o realności zdarzeń można powiedzieć cokolwiek , wiem na pewno ?
Co znaczy wiem “na pewno” ; myślę więc jestem, widzę , czytałem , słyszałem itd. Albo wiem na pewno , że mam do w du… ot przeżywam.
Ilu z nas zastanawia się co wpisać w rubryce z pytaniem; ” O sobie”, ” Kim jestem” ?
Patrz na znaki ( Paulo Coelho “Alchemik”)
Czy znalezienie czterolistnej koniczyny na prawdę przynosi ze sobą szczęście, a przebiegający przez drogę kot, pecha ?
Nie, to nie jest cała prawda.
Żadne znalezisko samo z siebie nie odmienia losu, nie obdarowuje szczęściem, ani lichem. Przebiegający drogę czarny kot jest jedynie zwiastunem tego co ma się wydarzyć i zdarzy się, jeśli rozumiemy przekaz (Matrix i biały króliczek ).
Klątwa, rzucenie uroku ? To nie czary mary, a kwantowe zagrożenie.
Jak widać z poniższego tekstu zamieszczonego w kwietniowym numerze Świata Nauki, wszystko może być względne nawet teoria względności Einsteina
Nie wierzysz że ktoś może cię “uderzyć” jeśli go nie ma w pobliżu, myślisz że jesteś bezpieczny bo nie wierzysz w czary uroki, klątwy i tym podobne. Sądzisz, że to głupie przesądy i wiejskie zabobony ?
Możesz się mylić i to bardzo, a ignorując istnienie takich możliwości narazić na konsekwencje wlokącego się latami pecha, licha, albo wręcz odwrotnie jeśli masz wielu szczerych przyjaciół złotego prosperity.
Złe czy dobre postępowanie stosowanie się do “przykazań”, (powinno być; zaleceń) nie jest wcale wymysłem tylko kontrolujących religii, ale podpowiedzią przodków, jak żyć w dobrej częstotliwości.
Boska Matryca, światy równoległe i fizyka
Jest wieczór, powoli zasypiam, kto wie gdzie zbudzę się jutro ?
Książka Gregga Bradena pt; Boska Matryca, opowiada mojej wyobraźni bajkę z możliwościami o wiele większymi – niż tylko jedna “bajka” . Braden pisze o eksperymentach z fizyką kwantową, dopuszcza istnienie wieloświatów. Dla mnie jest to, tożsame ze sklonowaniem z jednego świata, wielu jego identycznych kopii. Rozmnażanie ich niczym, mydlanych baniek. Czy to możliwe, czy mowa tu o wieczności, a może o mitologicznej tradycyjnie pojmowanej nieskończoności ….
G. Braden sugeruje, że świat w którym wydaje się, że istniejemy od urodzenia nie jest jedynym, który mamy do wyboru. Zupełnie jakbyśmy nie żyli naprawdę, ale grali w “swoje życie”, mając ileś opcji i możliwości do wyboru. Rewelacja – z poza której wyłania się kilka znaków zapytania ???
Chwileńka, ale jak uruchomić “wehikuł” teleportacji, do któregoś z równoległych życiorysów?
I znów, jak bumerang powraca, słowo ” zmień świadomość” – wszystko jest w twoim umyśle, jednym słowem afirmuj? Nie tym razem. Branden przekonuje, że nie chodzi o zmianę świadomości, ale o emocje i uczucia, to właśnie one są tym magicznym pojazdem przenoszącym nas pomiędzy wymiarami.
Więź silniejsza aniżeli śmierć. Dusza świata
(Reszta od 1 do 8 na końcu postu)
Kto, w zupełnie zamkniętym pomieszczeniu, będzie w stanie udowodnić, że poza nim istnieje coś jeszcze, oprócz wyobraźni ?
A komu udało się wstrzymać proces oddychania i zachować przytomność. Przeżyć bez wody dłużej niż tydzień, albo dotknąć żywego człowieka absolutnie pozbawionego ciepła i energii? Co by się stało z naszą żywą maszynerią gdyby którąś z energii, odciąć na stałe?
Bez ciepła i energii nastąpi wychłodzenie i śmierć, bez wody odwodnienie i również śmierć, o powietrzu nie wspomnę. Niektóre osoby twierdzą że w ogóle potrafią obyć się bez jedzenia … Nie wierzę.
Nawet gdyby była to prawda, a nie religijno-komercyjno-propagandowa mistyfikacja, to czy aby na pewno, można odciąć się od materialności i przeżyć bez picia i choćby częściowego dokarmiania ?
Od Afirmacji do Depresji
“Jestem bogaty(a) i szczęśliwy(a), już dziś dziękuję za udane życie”. Praca z taką, bądź podobną afirmacją wnosi niewiele dobrego do rzeczywistości przeciętnego człowieka. Jeśli osoba która jej używa, nie jest autentycznie bogatą i szczęśliwą, albo nie jest w posiadaniu cech, umożliwiających wprowadzenie programu afirmacji do podświadomości. Innymi słowy nie posiada w sobie genetycznie wrodzonych predyspozycji, odpowiedniego potencjału psychicznego do bycia takim, a nie innym człowiekiem. Nawet jeśli w jakimś procencie dochodzi do zmiany, jest ona nietrwała i nie satysfakcjonująca.
Jedyna zmiana, do jakiej dochodzi to zamiana prawdy o sobie w kłamstwo i zaprzeczenie istniejącej rzeczywistości.
Afirmacja nie zgodna ze stanem faktycznym, kwestionuje i podważa wszystko to, w czym przez lata utwierdzało człowieka jego środowisko. Oprócz naleciałości środowiskowych istnieje cała gama cech wrodzonych przekazywanych osobie w postaci programu genetycznego. Wszystkie wymienione czynniki mogą w zasadniczy sposób deformować sens wypowiadanych, nie prawdziwych i cudzych przekonań. Jeśli ktoś z dziada pradziada ma mentalność biedaka, nie stanie się posiadaczem fortuny po wmawianiu sobie że jest szczęśliwym bogaczem.
Afirmacja jest niewystarczającą motywacją, aby zamienić wrodzone predyspozycje i naturalne “ciągotki” na inne …
Efekt lustra

“Pokaż mi swoje zło, a odnajdę w nim cnotę. Wskaż mi na swą prawość a wskażę ci w niej występek “
Utarło się myśleć że wszystko co z siebie dajemy innym ludziom, wraca do nas, nie ważne czy czymś dobrym, czy wyrządziło komuś krzywdę, czy go wkurzyło, wraca do nas i to nie koniecznie od osoby której owo “coś” daliśmy, ale bywa że i od niej samej.
Najlepiej do przemyśleń nadają się kryzysy, zarówno życiowe jak i wiekowe. W trakcie ich trwania jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, dokonujemy analiz i życiowych refleksji.
Czasem dochodzimy do wniosku, że relacje z bliskimi osobami drażnią nas nie bez powodu. Zaczynamy dostrzegać w ich zachowaniu nasze dawne własne wybory, zachowania i grzeszki, które popełniliśmy, a które ciągną się za nami przez lata, jak przysłowiowe flaki z olejem.
Jakież to mogły być grzeszki ? Ponoć najgorszym z nich jest zamknięcie samego siebie w “więzieniu” i zamiast niego wypuszczenie na wolność stwora, wyprodukowanego przez geny i środowisko.
Kiedyś gdy spotykałam się z teorią, że najbardziej nie cierpię w drugiej osobie własnych ułomności, absolutnie nie potrafiłam niczego takiego dostrzec. Czy to możliwe żeby u ofiary doszukiwać się cech sprawcy?.
Jeśli Bóg istnieje nie siedzi w niebie
Tarot nałogowo…
Żeby sobie powróżyć wystarczy kółko i krzyżyk, albo ciekawa kolorowa i zachęcająca do oglądania talia kart do tarota składająca się z 78, albo w uproszczeniu 22 głównych wtajemniczeń symbolicznych obrazków. Bierzemy je do ręki i tasujemy a przetasowane i przełożone rozkładamy na stole w formie wachlarza rewersami do góry.
Oczywiście zanim przetasujemy karty, wcześniej w myślach albo na głos wróżce zadajemy pytanie. Pytać można o wszystko, odpowiedź też może być różna, w zależności od naszych umiejętności. Zazwyczaj z rozłożonego na stole wachlarza wybieramy kilka kart i odkrywamy je próbując zinterpretować symbole w czytelny obraz, jak puzzle (początkujący zazwyczaj analizują każdą kartę z osobna)
Tranzyty księżyca
Jednak tranzytów Księżyca nie należy – w ogóle lekceważyć.
Wędrowanie Księżyca po kole zodiaku jest o tyle istotne, że wpływa na co nam najbliższe – codzienne życie, nasze psychiczne samopoczucie i związane z tym zachowanie, podkręca emocje, stymuluje podejście do spraw zwyczajnych, codziennych, tych dziejących się z godziny na godzinę, w domu, w pracy w relacjach międzyludzkich w rodzinie w miłości, które choć nie muszą, to ostatecznie mogą nadać i przyspieszyć kierunek innym przyszłym wydarzeniom.
Czytaj resztę wpisu »
Czary Mary jak się pozbyć mentalnego pasożyta?
Ten drobny magiczny zabieg, zadziała w nie jednym przypadku.
Pomaga w wypędzeniu z głowy mentalnego złodzieja.
Są ludzie i to nie jest żart potrafiący wpływać na nasze myśli i emocje zupełnie poza naszą kontrolą. Są w stanie włamać się do naszej głowy, naszego umysłu , pola energii , często z bardzo oddalonego miejsca i nami manipulować.
Karty Symbolon, Spektakl wspomnień
Karty w dość dosadny sposób wykładają prawdę o nas niczym przysłowiową “kawę na ławę”.
Można ich z początku nie rozumieć, nie dlatego, że są nieczytelne ( zdarzają się takie felerne a nawet piękne talie) i źle się kładą, bo tak nie jest.
Ich niezrozumienie może wynikać raczej ze strachu przed skonfrontowaniem obrazu na stole, z problemami w sobie.
Na przykład; co może mieć z nami wspólnego błazen skaczący w ognisko na przeciw żółwia ? No co ? Nic, proste – to nie my, to jakaś głupia mało poważna zabawa.
Filozof ezoteryk bez różnicy śpiąca królewna, nakłuta wrzecionem
Czy poniższy tekst niesie ze sobą przesłanie – pokoju ?
Ależ skąd, może i słusznie wywoływać u jednych oburzenie u innych potępienie, a jeszcze u innych pogardę dla głupoty, spotkałam się i z reakcją chęci ścięcia mi łba głupiego ! Myślę, że ta myśl spontaniczna którą się we mnie pojawiła gdy przemieszczałam się pomiędzy lodówką w kuchni i zlewozmywakiem i którą tu spisałam w przypływie natchnienia ma sens, jest jak zwierciadło. Dla mnie również.
Ezoterycy i filozofowie to w gruncie rzeczy ludzie słabi, niepewni siebie, (nie 100 proc , ale 85 proc z wszystkich “nawiedzonych” i myślących niekonwencjonalnie)
Wyznania opętanego, obecnie nawiedzonego katolika
Część Pierwsza
Część Druga
Część trzecia
Moja pierwsza śmierć. Wspomnienie w wigilię Wszystkich Świętych
Wspomnienie Samhain
Miałam w zwyczaju noworocznym robić sobie rozkład z dwunastu kart tarota, tego roku było inaczej, pierwszą kartą którą wybrałam była śmierć.
Rozkład z dwunastu kart, jest takim mini odbiciem normalnego prawdziwego horoskopu, pierwsza karta to moja Ja, moja osoba, życie zdrowie, druga i każda kolejna w rozkładzie oznaczała kolejny astrologiczny dom w horoskopie. Jednak ta pierwsza była dla mnie najważniejsza, niespotykana dotąd w żadnej wróżbie.
Szaleństwa wieku. Z pamiętnika wróżki
Moją bohaterką będzie kryzys wieku średniego, zbliżające się przekwitanie trzymającego fason mocno już powiędłego kwiatu.
Wiecie jak to jest z takimi kwiatami? Tuż przez opadnięciem z nich wszystkich płatków i wyrzuceniem do śmietnika, nieźle się trzymają i super mocno pachną, zdecydowanie mocniej niż przed włożeniem do wazonu tuż po ścięciu.
Teraz gdy stoją w wazonie w okół ich łodyżki zbiera się dziwna masa zgniłozielonych frafrocli, coś tam fermentuje, gnije, ale kwiaty się trzymają.
Pachnące i piękne po raz ostatni przed wyrzutem do śmietnika.
Rodzinne historie
Terapeuta kilkakrotnie wprowadza swoją klientkę w stan hipnozy regresyjnej. Cofnięcie do czasów dzieciństwa nie rozwiązuje jej problemów, wygląda na to że nie tam znajduje się przyczyna i źródło. Hipnoterapeuta postanawia cofnąć pacjentkę dalej do nie istniejącego czasu - do życia przed życiem. Czy taki czas w ogóle istniał ? Lekarz nie jest parapsychologiem w swojej pracy zawsze kierował się wyłącznie faktami i analizą. Cofał pacjentów do życia przed życiem, bo była to możliwość uzyskania informacji, które jak przypuszczał tkwią w ich fantazjach na podobieństwo marzeń sennych. Pomimo, że karmiczne wspomnienia uważał jedynie za wybryk gromadzącej deformującej wszystko podświadomości , to był przekonany że wnoszą one wiele informacji o problemach pacjentów.
Eksperyment Arizoński / Christopher Robinson
Kilka dni temu obejrzałam na Planete dokument pt. Jasnowidz. Film opowiada historię Chrisa Robinsona mężczyzny który pewnej nocy odkrył u siebie zdolność jasnowidzenia. Jego fenomen nie jest tym, co uznało się określać mianem jasnowidzenia.
Chris nie wprowadza się trans, nie wywraca oczu w kierunku nieba, nie uważa, że zasięga informacji z anielskiego źródła, ale śni o przyszłych zdarzeniach i traktuje tę funkcję ludzkiego mózgu z ciekawością odkrywcy – pioniera.
Dryfuje gdzieś, pomiędzy dwoma wrogimi sobie obozami – magii i nauki. I chwyta desperacko każdego sposobu na dopłynięcie do właściwego brzegu.
A śni bardzo dokładnie i przekłada swoje sny na bardzo konkretny język. Opisuje wizje jak gdyby opowiadał dopiero co obejrzany film, ze szczegółami – opisem miejsc i krajobrazów, ludzi koloru ich skóry i płci, dokładnie też lokalizuje miejsce zdarzenia. Rano po przebudzeniu szkicuje ważniejsze fragmenty, po czym łączy przedmioty, ludzi, nazwy i okoliczności ze snu- jakby rozwiązywał rebus.


























FotoTurystyka
ROHRIG TAROT






