Od Afirmacji do Depresji
Opublikował/a ezomagica w dniu 14 Sierpień 2008
“Jestem bogaty(a) i szczęśliwy(a), już dziś dziękuję za udane życie”. Praca z taką, bądź podobną afirmacją wnosi niewiele dobrego do rzeczywistości przeciętnego człowieka. Jeśli osoba która jej używa, nie jest autentycznie bogatą i szczęśliwą, albo nie jest w posiadaniu cech, umożliwiających wprowadzenie programu afirmacji do podświadomości. Innymi słowy nie posiada w sobie genetycznie wrodzonych predyspozycji, odpowiedniego potencjału psychicznego do bycia takim, a nie innym człowiekiem. Nawet jeśli w jakimś procencie dochodzi do zmiany, jest ona nietrwała i nie satysfakcjonująca.
Jedyna zmiana, do jakiej dochodzi to zamiana prawdy o sobie w kłamstwo i zaprzeczenie istniejącej rzeczywistości.
Afirmacja nie zgodna ze stanem faktycznym, kwestionuje i podważa wszystko to, w czym przez lata utwierdzało człowieka jego środowisko. Oprócz naleciałości środowiskowych istnieje cała gama cech wrodzonych przekazywanych osobie w postaci programu genetycznego. Wszystkie wymienione czynniki mogą w zasadniczy sposób deformować sens wypowiadanych, nie prawdziwych i cudzych przekonań. Jeśli ktoś z dziada pradziada ma mentalność biedaka, nie stanie się posiadaczem fortuny po wmawianiu sobie że jest szczęśliwym bogaczem.
Afirmacja jest niewystarczającą motywacją, aby zamienić wrodzone predyspozycje i naturalne “ciągotki” na inne …
Na luksus doskonalenia własnej osoby stać określone osoby. Nie wszyscy mają wystarczająco dużo czasu, świadomości, możliwości i dostępu do poradników, internetu, trenerów rozwoju osobistego, afirmacji i pieniędzy. A jeśli mają, to w ich konkretnym przypadku, afirmacje nie znajdują żadnego praktycznego zastosowania.
Istnieją sytuacje w których w zewnętrznym świecie, nie da rady zrobić nic, albo niewiele poza wolą przetrwania, ciężką pracą, albo zgodą na przymusowe okoliczności życiowe ( wojny, katastrofy, choroby, uwięzienie, zapętlenie w okolicznościach).
Przykładowo; kobieta, żona alkoholika i bezrobotna matka trójki dzieci z małej miejscowości, nie posiada takowego luksusu, ani niepełnosprawna fizycznie osoba żyjąca w domu opieki, odrzucona przez najbliższych, czy piętnastoletnia dziewczynka w której domu funkcjonuje patologia, też go nie posiada…itd.
Sugerowanie przykładowym osobom, że zmiana sposobu myślenia i wiara w moc afirmacji zmieni w dość szybki sposób, ich rzeczywistość na inną, nie jest prawdą, a kolejna porażką. Pogrąża w jeszcze większym życiowym chaosie i rozpaczy. Wszystkie poradniki są jedynie teoriami, wspaniałymi natchnionymi myślami, marzeniami innych ludzi. Na dodatek nie którzy z autorów owych publikacji, mają ze swoim życiem o wiele więcej kłopotów, niż cała reszta społeczeństwa. Przykładem niech będzie nie dawna samobójcza śmierć autorki bardzo popularnych bestselerów o samorozwoju, min. takich jak; ” Na przekór depresji”
Gdy określone zachowania, czynności i ćwiczenia nie przynoszą oczekiwanych efektów, osoby praktykujące rozwój duchowy, dostrzegają w sobie dodatkową słabość; niemożność poradzenia sobie z własnymi myślami, w głowie pojawiają się samooskarżenia, poczucie winy za całe zło jakie ich spotykało i w jakim nadal trwają, nie umiejąc zmienić programów, skryptów i całego bagna podświadomości.
POGORSZENIA
Pod magicznymi broszurami, kasetami, publikacjami gwarantującymi sukces – afirmacjami, podpisują się konkretni ludzie z ciekawą historią świadczącą o tym, że dzięki stosowanym metodom udało się pokonać wszystkie najbardziej złożone i niemożliwe sytuacje. W ich przypadku jak cud, zadziałały techniki afirmacyjne, klucze do sukcesu. Pisząc swoją kolejną książkę i za jedyne kilkadziesiąt złotych, pragną podzielić się z innymi, swoim “przepisem” na udane życie.
Takie legendy jedynie utwierdzają czytelników, którym nie powiodło się odnieść pozytywnego rezultatu, o ich totalnym nieudacznictwie, a innych, o tym że pisanie takich poradników to świetny i bardzo dobrze prosperujący biznes.
I tak zamiast poprawy, opiekunka despotka jest jeszcze gorsza dla niepełnosprawnego podopiecznego, a mąż pijak coraz bardziej agresywny, piętnastolatka, ucieka z domu i wpada w objęcia “miłości” i niechcianej ciąży. Natomiast pierwotny plan odejścia od pewnych sytuacji i ludzi, jak nie był możliwy, tak nie jest. Na horyzoncie nie objawił się również, żaden nowy przyjaciel – wybawca, grupa wsparcia, ani bezinteresowny guru z krwi i kości.
Jedyne co pozostaje po takiej autoterapii, stanowi dość pokaźną zawartość domowej biblioteczki i cieńszy portfel.
Jestem przekonana, że jedyna zmiana jaką można osiągnąć, na trudnym etapie swojego życia, to akceptacja okoliczności w jakich przyszło funkcjonować, choćby bardzo złych i podjęcie się powolnej próby wypracowania, metod, sposobów na “przetrwanie” w piekle ( przeżycie sześciu lat w obozie koncentracyjnym było mistrzostwem, nie afirmacją i cudem).
KONKRETNE DZIAŁANIE czyli rób coś, nie recytuj !
Tym czymś może być wiara w boga, anioły, duchy przodków, może najzwyklejszy spryt (ucz się od złodzieja, jak pisał mistrz Osho), ciężka praca od podstaw zrujnowanego życia, hart ducha, uniki, tolerancja, szukanie konkretnych rozwiązań. np. akademik, zamiast patologicznego domu, może jakiś przyjaciel zwierzak obok, może uśmiech i miłość do dzieci, karmienie ptaków za oknem, uprawianie roślinki w doniczce, hodowanie szczurka w pudełku, jak to robił więzień z filmu ” Skazani na Shawshank.
Ludzie stosujący się do zasad tzw. pozytywnego myślenia, zazwyczaj z jednej nierównowagi, wpadają w sidła innej nierównowagi, sztuczności zastoju i klatki z egoizmu. Od jakiegoś momentu skupiają się wyłącznie na sobie własnych potrzebach, skłonnościach, słabościach i problemach, zupełnie jakby stanowili centrum świata, albo uprzywilejowaną grupę wybrańców, traktując resztę ludzi, jako gorszy dodatek do nich samych. Takie zachowanie irytuje i izoluje, nikt nie lubi ludzi nienaturalnie asertywnych.( przykład)
Stosując się do porad o samorozwoju niejednokrotnie niszczą dorobek własnego i cudzego życia, wierząc że z “cudzego piekła” w cudowny sposób, dotrą do bram “własnego raju”. Rozwodzą się, bo partner ich nie rozumie, jest emocjonalnym zimny, odsuwają się od znajomych, bo ci ich wykorzystują, albo zazdroszczą, rodziny, bo jest winna za skrypty wgrane w dzieciństwie i dzieci bo na zajęcie się nimi zabrakło czasu.
Zupełnie jakby poddali się wpływowi jakiejś sekty, docierają nie do “raju”, lecz do pustyni którą stworzyli eliminując z życia wszystko i wszystkich.
W końcowej fazie, gdy nadzieja jaką żywili w stosunku do cudowności ” pozytywnego myślenia” nie przynosi spodziewanych efektów, popadają w depresję, totalny zastój i gorszą niemoc, niż to miało miejsce przed całym procesem wdrażania zmian. Czasem za namową starych znajomych, rodziny z tych co jeszcze przy nich wytrwali, zgłaszają chęć leczenia , najczęściej u psychologa, bądź psychiatry.
AUTOANALIZA
Sposobem na wyjście z trudnej sytuacji, nie są afirmacje, ani żadne specjalne techniki wydrukowane w podręcznikach od jakich aż roi się w księgarniach i kioskach. Lecz próba uświadomienia sobie swojej sytuacji, pod kontem własnego, nie cudzego życia, albo ogólnikowych książkowych schematów.
Sposobem na wyjście z problemów nie jest cudza mądrość, w stylu; ” sprawdź czy twój partner, nie jest dla ciebie wampirem energetycznym”, ale próba odpowiedzi sobie-samemu na kilka kluczowych i szczerych pytań, których unikamy, albo wypieramy je ze świadomości.
Przykład; jaka cecha mojego charakteru pchnęła mnie w objęcia tego, nie innego partnera ?. Jaka cecha każe mi mieszkać w domu, z którego już od dawna mogę się wyprowadzić ? Nie chodzi o doszukiwanie się winy, ale o zrozumienie powodów dla których kiedyś podjęliśmy, takie nie inne decyzje . Opisywana metoda, jest rodzajem osobistej spowiedzi, bez omijania i wygładzania własnych pomyłek i manipulacji. Właśnie taki szczery wewnętrzny dialog, jest siłą która pozwala, na rozpoczęcie procesu naprawczego. Innymi słowy jesteśmy świadomi odpowiedzialności z jaką musimy się zmierzyć z powodu popełnionych kiedyś pomyłek czy nieświadomych, bądź świadomych manipulacji życiem. Organizujemy siły na miarę możliwości, krok, po kroku analizujemy swoje dotychczasowe postępowanie. Jeśli to sprawia problem, boli aż nadto, musimy poszukać pomocy u psychologa terapeuty, nie w afirmacjach i książkach o samorozwoju.
POZA ZMIANĄ
Zdarza się że aktualnie, nie jesteśmy w stanie zmienić złej sytuacji. Bywa że nie mieliśmy żadnego wpływu na to co obecnie przeżywamy. Nad naszym losem sprawują kontrole inni ludzie, coś w rodzaju fatum, jesteśmy dziećmi, osobami niepełnosprawnymi, starszymi i zniedołężniałymi, samotnymi i uzależnionymi, wreszcie chorymi. Zdarza się że jesteśmy ofiarami środowiska w jakim przyszło nam żyć i z którego nie sposób się wyrwać bez grosza przy duszy. W takiej sytuacji pozostaje nam wiara, nadzieja, akceptacja i determinacja w oczekiwaniu na właściwy moment do podjęcia działania. To co piszę, jest bolesne, jakby pozbawiające nadziei, lecz myślę że lepsza prawda od słodyczy pustego łudzenia i bajania.
Czasem gdy, nie oczekujemy na cud, ten ma szansę się zadziać i to właśnie jest nadzieja. Czytanie i “wgrywanie” na siłę afirmacji pisanych przez inne osoby, jest ucieczką od prawdy i samooszukiwaniem. Co w efekcie zawsze przynosi skutki nie takie jakich oczekiwaliśmy. Praca nad sobą to jedno, a wrodzone predyspozycje i skłonności do przetwarzania, powielania i kopiowania określonych zachowań i schematów to druga strona medalu nieudanego życia.
Przeczytaj też co na ten temat piszą inni:




FotoTurystyka
ROHRIG TAROT






























mirabelka powiedział/a
Pozdrawiam Cię serdecznie cieplutko A. ,cieszę się, że masz taki piękny blog-domek:)))
monsherat powiedział/a
Dzięki serdeczne
Dorota powiedział/a
Przyznam, że to, co napisałaś…..mam problem, jak mam się do Ciebie zwracać…., Wiec na wszelki wypadek używam zwrotu Droga Myślicielko., wywołuje u mnie bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony chciałbym powiedzieć, że masz rację, ale z drugiej strony wydaje mi się, że nie możne tego tak standardowo zastosować. Afirmacja jest formą autosugestii. Z tym czy afirmacje nie znajdują żadnego praktycznego zastosowania można by było długo dyskutować. Skoro trafiamy na autora i jego afirmację, jaka by ona nie była ma to z pewnością jakiś sens, jak pewnie wiesz wychodzę z założenia, że nic w życiu nie dzieje się przez przypadek, a każdy przypadek mam swój sens. Afirmację wybieramy sobie sami, stąd sami intuicyjnie wybieramy autora i afirmację, sami i intuicyjnie mam pewnie to jakiś sens.
Zgodzę się, że istnieje wiele sytuacji świecie zewnętrznym, w którym niewiele lub nic nie da się zrobić. Smutne, ale prawdziwe. Ale to, że źle nam się dzieje zmusza nas do poszukiwań, jakiejkolwiek drogi, na której znajdziemy pomoc. Rzadko, kiedy sięgamy do samorozwoju, tylko i wyłącznie, bo nam się nudzi.
. Jednym z takich pierwszych był aptekarz Emil Coue, które leczył swoich pacjentów za pomocą afirmacji.: „Z każdym dniem i pod każdym względem czuję się coraz lepiej, lepiej i lepiej”. Dziwne, bo przecież, jako aptekarz powinno mu na tym zależeć, aby jak najwięcej lekarstw sprzedać. A jednak w wielu przypadkach leczył bezinteresownie. Afirmacja, którą podawał, jako lekarstwo, nie definiowała, w jaki sposób organizm zostanie wyleczony, ale sugerowała, podświadomości szukanie własnych indywidualnych metod zdrowienia organizmu. Stąd wydaje mi się, że afirmacja, afirmacji nie równa, tak jak poradnik, poradnikowi nie równy. To, że inni zarabiają na pisaniu poradników, jest niejako normalnym zjawiskiem, jednakże istnieje wiele poradników, które są dobre, lub w których są tylko fragmenty, które wykorzystujemy. Ślepe zawierzenie autorytetom, to jedna sprawa, a inna sprawa to funkcjonalność tego, o czym piszą autorytety. Ja tam zawsze lubię sprawdzać, czy ma to, o czym piszą inni zastosowanie w moim życiu, a czasami jest z całej książki tylko jedno zdanie wartosciowe. Co by tu nie pisać, nie ma złotego środka. Pozdrawiam serdecznie Dorota
zenforest powiedział/a
Myślę, że wiele afirmacji działa na podobnej zasadzie jak placebo.
To efekt silnej wiary, przekonania że coś jest takie a nie inne. Znam osobę która bardzo poprawiła cerę, pracując z afirmacją “Moja skóra jest piękna, jędrna i gładka”.
Umysł ma słabo poznane przez naukę metody wpływania na ciało, ale wydają się one już nawet na tym etapie badań – niezaprzeczalne.
Zgodzę się też, że nawet regularne i długie afirmowanie nie jest gwarantem sukcesu.
Umieściłam kiedyś artykuł poświęcony ostrożności w pracy z afirmacjami, ponieważ sądzę że bezmyślne afirmowanie czegoś co ma szybko załatwić problem jaki narastał całe życie, prowadzić będzie tylko do frustracji i rozczarowań.
Myślę że afirmacje pomagają najłatwiej w małych obszarach. Np w pracy z nieśmiałością, lub jakimiś drobnymi przywarami. Rezultaty można dość szybko zobaczyć, co dodatkowo wzmacnia efekt wiary i zmiany.
Jak z każdym narzędziem – konieczna jest ostrożność.
Słusznie napisałaś że jeśli biedak zacznie afirmować bogactwo, mała szansa że nagle się stanie milionerem.
Nie jest wewnętrznie gotów na coś takiego.
Ale …jeśli biedak będzie afirmował że ..
“już od dziś czuję sie bardziej godny dostatniego życia, już teraz otwieram się na propozycje pracy, przyciągam do siebie sposobności zarobkowe, otaczam się ludźmi którzy sprzyjają mojemu bogaceniu się..”
etc w tym tonie – to może doświadczyć pewnej zmiany w życiu, np. większej łatwości w dostrzeganiu szans /na dorobienie sobie/lepszą prace/ niż wcześniej, gdy nie miał żadnej nadziei, a oczy miał spuszczone w rezygnacji ku ziemi…
Dlatego nie skreślałabym całkowicie afirmacji, ale sugerowała rozwagę w ich stosowaniu
Warto też wiedzieć że afirmacje wbrew pozorom nie tak łatwo się buduje! Bardzo łatwo można stworzyć coś co jest raczej afirmacją stanu dokładnie odwrotnego niż chcielibyśmy osiągnąć.
Np. “Ludzie nigdy mnie nie ignorują” <- będzie wzmacniać raczej podświadome przekonanie że ludzie tak właśnie robią, a np.
“Jestem osobą która nigdy się nie poddaje” z pewnością może sprawić że podświadomie umocnimy przekonanie o tym że zwykle szybko rezygnujemy ze starań i dlatego “musimy” z tym walczyć.
Pozdrawiam
Zenforest
JagaWika powiedział/a
Tak na prawdę właśnie chodziło o radykalne zmiany, istnieją nawet książki o podobnych tytułach; ” Radykalnie zmień swoje życie ” itd. Afirmacje działają , tak jak słusznie piszesz w sytuacjach “małych kroczków”, czyli zaczynam inaczej myśleć , mówić o sobie i o tym czego mi brak , analizuję dlaczego jest , jak jest , zmieniam też swoje nawyki o których wiem, że są złe itp. Częstokroć wystarczy samo nastawienie i przemyślenie dotychczasowego życia i już następują zmiany. Są jednak sytuacje w których, nie można zrobić zbyt wiele, pozostaje tylko nadzieja, pomoc przyjaciół, albo dobry psychoterapeuta.
Problem w tym , że na rynku aż roi się od podręczników , obiecujących bardzo szybki sukces, awans, wręcz chamską asertywność sugerującą podjęcie ryzyka, jako aktu odwagi . Znam wiele osób, którzy utożsamili się z tymi cudownymi receptami i stracili cały dorobek życia. Dziś toną w długach, wytrwale ukrywając się przed bankami, komornikami itd. Nie wspominając o terapii lekami na depresję.
Pozdrawiam cię serdecznie fajnie że piszesz na te tematy
zenforest powiedział/a
“czyli zaczynam inaczej myśleć , mówić o sobie i o tym czego mi brak , analizuję dlaczego jest , jak jest , zmieniam też swoje nawyki”
Dokładnie tak. W zmianę trzeba włożyć trochę energii. Praca nad sobą jest jak budowanie domu, naprawdę nie łatwo w krótkim czasie wyburzyć stary i wznieść nowy.
Pozdrawiam!
ksiegaprzyjemnosci powiedział/a
Wspaniały tekst. Z racji swojej pracy spotykam się z masą ludzi, którzy oczekują, że “magiczne sposoby” wybawią ich od rzeczywistości takiej jaką jest, bez ich osobistego udziału. I często tego rodzaju sugestie, jakie zawiera Twój tekst, są przyjmowane bardzo niechętnie, albo wcale nie są przyjmnowane.
Skąd jest ta informacja, że ta autorka, Bożena Figarska, popełniła samobójstwo? Nie chodzi mi o to, że Ci nie wierzę, ale źródło informacji uwiarygadnia tekst.
JagaWika powiedział/a
Bardzo dziękuję
Fakt, teksty takie jak mój są obecnie mało popularne… Nie mniej jednak, warto je zamieszczać, bo a nóż … ktoś się “obudzi” i zrównoważy pragnienia z możliwościami.?
A propos info. o Ewie. Wiarygodne i anonimowe źródło, nie zwykła plotka.
antylicho powiedział/a
To fakt – takie teksty są mało popularne i wszystkie które nie obiecują a obnażają tak jakby ludzie chcieli żyć w swoje bajce i się z niej NIE obudzić. Dla mnie to czy afirmacje są placebo czy też nie jest bez znaczenia. Najważniejsze jest to że działają i niektórym przynoszą pozytywne efekty. Czy oszukiwanie samego siebie poprzez dobór odpowiednich słów o odpowiednim brzmieniu (bo o to tutaj też chodzi) jest złe ponieważ może być bajką bez pozytywnego zakończenia jest właściwe czy też nie tego również do końca nie wiem na pewno. Dlaczego? dla jednych może okazać się dobre aby wyjść ze szponów depresji a dla innych może być niewłaściwe ponieważ nie pobudzi ich taka krucha stymulacja umysłowa do działania. Lecz jest to normalne ponieważ jak wiemy dla jednych aspiryna może mieć pozytywne działanie a dla innych skończyć się zgonem. Oczywiście niektórzy czekają na cud jak to autorka wspomniała w swoim tekście lecz cud nie następuje poprzez same oczekiwanie na jego spełnienie się bez zmiany ze stagnacji na aktywność. Tylko jak osoba będąca w depresji ma przeprowadzić autoanalizę to tego doprawdy nie wiem. Przepraszam jeśli zabrzmiało to trochę ironicznie – nie było to moim zamiarem. Pozdrawiam i życzę powodzenia
JagaWika powiedział/a
Nie do-czułam się ironii
Lubię bajki z happy endem. Nie ważne czy popularne (z czasem będzie więcej) ważne, że być może, ktoś kto, właśnie męczy się ze swoją niemocą i nie wie czemu innym te wszystkie cudowne afirmacyjne, słowa działają, a jemu nie? Obudzi się niczym “Śpiąca królewna” w baśni, dostrzeże klęczącego przy sobie księcia( swojego animusa) i uruchomi własną siłę, nie cudze zasilacze. Bo w zasadzie w każdej miłosnej baśni, chodzi o to samo , o rozbudzenie, przez własną siłę( mężczyznę) . Pozdrawiam serdecznie 
ps. dla mężczyzny na odwrót, przez kobiecość, ale czy panowie, czytują baśnie o księżniczkach ?
antylicho powiedział/a
Panowie którzy chcą się poczuć księciem lub rycerzem z bajki już nie czytają a oglądają kolorowe obrazki na plazmowych ekranach. Zresztą wszyscy to robimy przenosząc się ze świata realnego do świata marzeń. A marzenia sie spełniają. Wiem to po sobie. Wracając do sensu lub bezsensu afirmacji nie chce podważać tutaj twojej racji lecz naszła mi jednak myśl (być może myśl przewrotna) co jest lepsze lub gorsze – afirmacje czytane na karteczkach czy tez słowa podane w reklamie. Przyznam od razu odchylając przyłbicę – wolę afirmacje.
JagaWika powiedział/a
W przypadku słów płynących z reklam mamy ograniczony wybór. Nie da się przejść przez życie z zamkniętymi oczyma i zatkanymi uszami. W przypadku stosowania afirmacji mamy wybór, czy wczytywać się w ogólną reklamę życia, czy nie. Nikt nas na siłę i bez naszej wiedzy, nie afirmuje, nie wysyła na seminaria. Dobre skojarzenie, afirmacja w istocie jest reklamą życia, powinna być serwowana duszyczkom przed decyzją, o zejściu na ziemię
)
Agata Bednarska powiedział/a
Afirmacje przydają się w chwilach zwątpienia gdy nie mamy komu się wyżalić, porozmawiać, przytulić. Oczywiście same afirmacje nic za nas nie zrobią bo oprócz tego musi być jeszcze działanie ale mogą być chusteczką do otarcia łez
“Będzie dobrze” tak powtarzają niektórzy bez końca. Tylko co dobrze będzie. Konkrety.
Versus powiedział/a
Wiadomo, że przeczytanie książki motywacyjnej czy poznanie miliona technik rozwoju osobistego nie da nam gwarancji osiągnięcia sukcesu.
To prawda, że nie wszystko jest dla wszystkich, ale ja znam osobę, która dzięki odpowiednim afirmacjom, specjalnie przygotowanym przeze mnie dla niej wyszła z depresji, po prostu zagłuszała swoje złe głosy wewnętrzne powtarzając głośno cały czas pozytywne rzeczy…
Trzeba zachowywać duży sceptycyzm do wszystkiego i stosować techniki, które świetnie nam odpowiadają.
A co do /książek/ podręczników/ poradników itp… to mówcie co chcecie, ale jest około 5 książek po przeczytaniu i “”"ZASTOSOWANIU”"”" rad tam zawartych zmieniłem swoje życie i czuję się teraz wspaniale, jednocześnie nie chcę wyobrażać sobie, jak wyglądałoby moje życie gdybym ich nie poznał:)
Pozdrawiam, i więcej takich artykułów, bo różne poglądy dają dużo do myślenia i są początkiem do dobrej dyskusji:D
Versus powiedział/a
I co do szczura to chyba w “Skazani na Shawshank” to hodował ptaka, a szczura to w “Zielonej mili”
Jaga powiedział/a
Nie za bardzo wiem o czym jest ten komentarz ?
Jaga powiedział/a
Gratuluję
Mirosław Mazur powiedział/a
Wiesz co @jago od dzisiaj afirmuję swoją starość (bo to ostatnio tematy przewodnie naszego i twojego bloga)jako młody i pełen wigoru mężczyzna. Jak mi się to wszystko sprawdzi to napiszę tobie w komentarzu jako potwierdzenie lub zaprzeczenie
Grzegorz powiedział/a
a teraz zastanów się ilu ludziom odebrałeś sens afirmacji i działania owego cudu na zasadzie placeba? brak słów, równie dobrze można o tobie napisać jako o samozwańczym szarlatanie
ezmoagika powiedział/a
To dla tych co im placebo szkodzi i przeciwko tym co zbijają niezłą kasę dybiąc na ludzkim nieszczęściu. To dopiero szarlataństwo i draństwo.