Bezinteresowny mistrz i wyznawcy jego
Opublikował/a ezomagica w dniu 14 Listopad 2008
Wiara cuda czyni, a czasem rozum i portfel do cna ogołaca
” Patrz by cię kto nie wywiódł na manowce, słuchaj mistrzów, a przy tym trwaj w uwadze”
Kupujemy nową książkę, wpadł nam w oko jej tytuł albo zachęcająca okładka ? A może widzieliśmy ją u kogoś kogo darzymy zaufaniem, uważamy za mędrca i nauczyciela. Może autor owej publikacji , jest znanym szanowanym i cenionym duchowym przywódcą i autorytetem z którego mądrości czerpie wiele pokoleń ?
Budda upominał swoich uczniów, że cokolwiek od niego usłyszą, niech nie czynią z tego swojej prawdy, nie przyjmują na wiarę jego słów, ale przedtem sprawdzą ich wartość . Mistrz Osho (Bhagwan Shree Rajneesh), też wielokrotnie o tym wspominał.
Czytacie bajki ? Na pewno tak. To wiecie po czym rozpoznawano, że zła czarownica nie jest prawdziwą księżniczką ? Właśnie po niepasujących do siebie fragmentach jej osobowości.
Tak się dzieje w nieco później dopisanej, trzeciej części disnejowskich przygód o Kopciuszku. W której to jedna z córek złej macochy, udaje książęcą wybrankę. Na pewien czas królewicz ulega jej czarom, by coraz częściej dostrzegać sprzeczności w zachowaniu, umiłowanej kobiety. To samo tyczy się wyznawanej religii. Skoro jest ona odbiciem umiłowanego boga, to nie może budzić w nas wątpliwości i wzajemnie wykluczających się sprzeczności.
A oto inny przykład sprzeczności, znajdujący się w interpretacji do F. Nietzschego – ” To rzekł Zaratustra”, książce wydanej przez wydawnictwo Osho - : Zaratustra , bóg który tańczyć potrafi , w rozdziale” O miłości bliźniego”
(…) więcej niż umiłowanie człowieka stawiam oddanie sprawie i zjawom. ( F. Nietzsche)
A oto jak Osho interpretuje ten fragment Zaratustry.
(…) Zaratustra ceni wyżej umiłowanie swoich racji i odległych marzeń niż miłość do człowieka. To, co dziś jest marzeniem i drzemie w nas w zarodku, jutro może się urzeczywistnić. Nigdy nie stój w miejscu, zawsze wybiegaj w przyszłość, szukaj słuszniejszych pobudek i wznioślejszych marzeń. Bądź dobrym marzycielem i dobrym wojownikiem walczącym ze słusznych pobudek(…)
A oto dwa inne fragmenty z tego samego rozdziału, w których mistrz Osho poniekąd krytykuje, to co wcześniej sam napisał o realizacji i marzeniach.
Biorąc pod uwagę fragmenty, o podążaniu za własnymi marzeniami. Bezinteresownym kochaniu nie najbliższego, a dalekiego
Interpretacja Osho jest co najmniej stronnicza.
………………………………………………………………………………………………………………………………………….
OSHO (…)Przyszedł do mnie pewien człowiek, który wiele lat przebywał z Mahatmą Gandhim. To właśnie Gandhi zachęcił go, by udał się do Aborygenów żyjących z daleka od innych i otworzył dla nich szkoły. Poświęcił więc na to cale swoje życie, zbierając datki od ludzi. Trafił też do mnie.
- Datki ? – zapytałem – Na co ?
- Pracowałem jako nauczyciel aborygenów prawie 50 lat – odparł. – Oni potrzebują książek, ubrań, nauczycieli(…)
- Czy według ciebie – rzekłem- ludzie, którzy zdobyli wykształcenie, dokonali czegoś wielkiego ? Czy stali się lepsi ?
(…) Zapytałem tego człowieka jeszcze raz:
-Co więc dają im twoje nauki ? Zatruwasz ich ! Idź na uniwersytet, gdzie pełno jest ludzi z wyższym wykształceniem. Czym się zajmują ? Pod jakim względem stali się lepsi ?
- to jest bezinteresowna służba ? – odparłem. – Uciekasz przed samym sobą. Chcesz tylko w coś się zaangażować, a przy okazji uznajesz to za społeczną służbę, ponieważ chcesz być szanowany, teraz i w przyszłości.
- Czy sądzisz że jesteś kulturalnym i cywilizowanym człowiekiem ? – spytałem. – Jesteś tego pewien ?
NAUCZYCIEL – Ktoś powinien mi to powiedzieć wcześniej. Mam 75 lat i zmarnowałem cale swoje życie.(…)
Nietzsche pisze ;(…)“Czyż karzę wam miłować sąsiada swego ? Prędzej wzywam was, byście od niego uciekli i kochali tych, co są najdalej od was !”
♦♦♦
Mistrz i wielbiący go uczniowie, zawsze rację mają
………………………………………………………………………………………………………
Czy nie aby tak, odbiera się innym ludziom ich marzeń, a w tym przypadku, celu i sensu całego życia. Sekty mają wpływ na ludzi bardzo młodych i na starszych, niepewnych swojej dalszej przyszłości. W jednym i w drugim przypadku ma to miejsce. Młody poszukuje autorytetów, a stary bogów.
Ten niemłody człowiek miał swoje marzenia i życiowe spełnienie. Z pewnością był dobrym nauczycielem, ba Aborygeni też je mieli, przecież to nie plemienny skansen z ludźmi, bez marzeń, planów i chęci rozwoju. Gdyby tak podchodzić do cywilizacji, świat trwał by do tej pory w epoce kamienia łupanego, a sam Osho siedział w swojej wiosce, tak jak jego ojciec, ożenił się i miał z jedenaścioro dzieci. Z tego co wiem, mistrz Osho nie cenił ubóstwa, a wręcz odwrotnie, kochał piękne kobiety, drogie samochody i komfortowe medytacje.
Najpiękniejsze w marzeniach jest to, że po drodze do ich spełnienia spotykamy takich ludzi jak ten nauczyciel. Nie ważne, z jakich pobudek robił, to co robił, widać były to jego decyzje, był z nimi szczęśliwy, przez 50 lat. Do momentu stawienia się przed obliczem mistrza, który w jednej chwili osądził jego powołanie, całe życie potraktował jak oszustwo, na dodatek pogardził wykształceniem i wszystkim czym zajmował się ten człowiek.
A oto drugi przykład z tego samego rozdziału Miłość Bliźniego, jako komentarz do Zaratustry Nietzschego.
OSHO (…) Doktor Radhakrishnan był jednym z prezydentów Indii. Zanim nim został był wicedyrektorem, a wcześniej – zwykłym profesorem. Ponieważ profesor, nauczyciel awansował na prezydenta, jego urodziny hucznie obchodzono w całych Indiach, a szczególnie w instytucjach przesiąkniętych religią: szkołach i uniwersytetach, jako Dzień Nauczyciela.
To wielkie święto nastało na moim uniwersytecie.(…) Przemawiało z tej okazji wielu sławnych profesorów. Nie mogłem już tego znieść. Miałem nic nie mówić, gdyż wiedziano, że nie można na mnie polegać, bo mógłbym powiedzieć coś co zepsuje święto.
Wstałem i rzekłem:
- Beze mnie to święto nie będzie pełne.
Rektor zbladł na te słowa, ale oddał mi głos. Powiedziałem:
- To, co wielu tu powtarza, od rektora i wszystkich dziekanów po starych profesorów, to absurd. Czy nie dostrzegacie prostego faktu, że nauczyciel został prezydentem ? To poniżenie, nie zaszczyt !
- Nauczyciel nie znalazł godności w zawodzie nauczyciela, postanowił więc zostać prezydentem. To nie jest Dzień Nauczyciela – nazwę tak jakiś dzień, gdy prezydent zrezygnuje ze swego stanowiska i zacznie nauczać w jakiejś szkole. (…)
♦♦♦
Czy te szydercze i pełne pychy “powiedziałem” – “rzekłem” , mówiła ta sama osoba, która odważyła się interpretować Zaratustrę, a nawet dokonać oceny duchowej – Nietzschego ? Która wcześniej powiedziała – wyprzedzajcie czas, realizujcie marzenia, nie stójcie w miejscu.
By potem, przemycić w tekstach wyrazy swojej pogardy dla ludzi którzy, zrealizowali siebie i pomagali innym zrealizować ich marzenia.
Chcę wierzyć, że Osho był prawdziwym mistrzem buddyjskiego Zen, “Zorbą” kochającym życie. Mędrcem z ukrytym zamiarem, wywołania w czytelniku chwilowej refleksji nad sensem czytanego tekstu i skłonieniem tegoż, do samodzielnej analizy ? A może zatrzymania myśli i zapytania siebie: chwileczkę … zaraz, zaraz, coś mi tutaj nie pasuje…
WSZYSTKIE POSTY




FotoTurystyka
ROHRIG TAROT
































Dorota powiedział/a
Oj Agatko wiesz jak mnie wywołać z mojego cichego kącika
,
(…)Na pewien czas królewicz ulega jej czarom, by coraz częściej dostrzegać sprzeczności w zachowaniu, umiłowanej kobiety. To samo tyczy się wyznawanej religii. Skoro jest ona odbiciem umiłowanego boga, to nie może budzić w nas wątpliwości i wzajemnie wykluczających się sprzeczności(…)
No tutaj nie mogę się z Toba zgodzić, Agatko, bo wydaje mi się osobiście, że wątpliwości i te wzajemnie wykluczające się sprzeczności są właśnie tym motorem napędowym obudzającym do przemyśleń, to taka siłownia treningowa mózgu. Weźmy pod uwagę naszego najwyższego boga w naszym życiu: matkę. Nie mylę się matka była, jest i pozostanie, i bez względu jakby by nie była naszym wewnętrznym i najwyższym bogiem. Czyż skoro matka jest odbiciem naszego najwyższego umiłowanego boga, to nie budzi ona w nas sprzeczności i konfliktów. Budzi owszem, a podejrzewam, że gdyby się tym konfliktom przyjrzeć, to pewnie doszlibyśmy do stwierdzenia, ze najczęstsze konflikty w naszym życiu powstają na wskutek ścierania się tych najbliższych i najwartościowszych dla nas sił boskich, a może to właśnie spieranie się tych zróżnicowanych biegunów popycha w kształtowaniu swoich dla siebie bardzo indywidualnych wartości. To trochę jest takie przedłużenie dyskusji o istocie zła i dobra. To samo tyczy się, Osho i on był człowiekiem, zresztą jak dobrze zauważyłaś wielbiącym wygodne i dostane życie. Ale, ale, po co daleko szukać, podejrzewam, że gdyby zajrzeć w nasze własne dokumenty w komputerze, pewnie by się sporo sprzeczności w tym znalazło. Już ci wspominałam, jak zaczęłam pisać o wolnej woli(na razie tylko dla siebie), to tak się zagmatwałam we własnych sprzecznościach, że nie wiedziałam sama…, to, która wersje tego, co napisałam reprezentuję. Doszłam do wniosku, że chyba obie i to te tak bardzo sprzeczne:-)
JagaWika powiedział/a
Z tego wypływa czysty wniosek – nie ma mistrzów,zawsze są tylko ludzie. Myślę że wielu ludzi potrzebuje i wręcz szuka dla siebie pasterza, stąd biorą się mistrzowie. Bo niby kto ze zwykłych ludzi, mistrzów robi, przecież nie oni sami siebie na mistrzów wybierają, a owieczki poszukujące przewodnika z krwi i kości

Jeśli zaś chodzi o tę konkretną publikacje i ten jeden rozdział. To rzadko się zdarza, żeby ktoś aż tak bredził. Cóż mistrzowie mogą sobie na to pozwolić
Dorotko w notatkach i w życiu, będzie wiele sprzeczności, ale nie spotkałam się aby były jakoweś w jednym tekście i poście. Gdyby ktoś nas jednocześnie przytulał i kopał, uznano by go za niezrównoważonego psychicznie. Matka nigdy nie bije i nie całuje jednocześnie, co mam miejsce w tym rozdziale Zaratustry, Osho jednocześnie robi i jedno i drugie !
Dorota powiedział/a
Dokładnie nie ma mistrzów
, są jedynie wartości, które przekazują nam ludzie, bo wiesz czy mi mistrz powie, ze bóg jest boski, czy przypadkowy przechodzień opowie o boskim bogu, który trafił dokładnie w danym momencie na chwilę, w której jest odpowiednia zbieżność między sugestywnym przekazem i moja gotowością do przyjęcia odpowiedniej prawdy, przynajmniej dla mnie nie ma znaczenia, powiem nawet, że przekaz prostego człowieka jest mi zdecydowanie bliższy, bo pochodzi spontanicznie od serca
.
Wiesz, trochę dziwna synchroniczna zbieżność, twojego komentarza, z realnymi wydarzeniami mojego życia, bo właśnie ostatnie dnie dokładnie się zastawiałam, dlaczego ludzie szukają swojego przywódcy, bądź swojego pasterza. Doszłam do wniosku, że poszukiwanie, to jedno, a ślepe przyjęcie odpowiednich prawd, bez sprawdzenia tego, o czym mówią autorytety to zupełnie inna sprawa. Szukanie dla siebie mistrza, bądź autorytetu ma na celu nauczenie się pewnie prawd, które przyjmujemy za własne, dodanie sobie siły i mocy. Czy tutaj chodzi o ślepe przyjęcie całokształtu, tego, co mówią autorytety, czy tylko tych fragmentów tego, co jest dla nas ważne, myślę, że jest tutaj zdecydowana różnica?
Piszesz, ze gdyby ktoś nas kopał i przytulał jednocześnie uznałoby go za niezrównoważonego psychicznie. Zgadza się gdyby wziąć pod uwagę taka skrajną sytuację, która można dostrzec gołym okiem, pewnie każdy dostrzegłby taka relację. Ale egzystuje jeszcze taka bardzo subtelna forma manipulacji, forma szantażu emocjonalnego, kiedy się uczuciami i wygnaniem z raju grozi. Zresztą chyba ta najboleśniejsza, bo za pomocą uczuć, kocha i jednocześnie grozi. Na zasadzie pójdziesz do nieba i doznasz zbawienia duszy, ale…..(Musi być taki i taki warunek spełniony), bo przecież ja chce tylko to, co jest najlepsze dla ciebie. W taki subtelny sposób we mgle obowiązku i nieczystego sumienia czasami trudno jest dostrzec, że zgadzamy się na żądania strony żądającej i poniżającej
I taka pozycje w danym momencie reprezentował Osho w stosunku do Nauczyciela, właściwie chciał w ten sposób pokazać swoją wyższość poniżając w subtelny sposób dokonania i realizację marzeń Nauczyciela, na zasadzie doznasz mojego uznania, jeżeli spełnisz moje warunki. Warto jednak w takich sytuacjach dostrzec , że ci którzy tak subtelnie poniżają w danym momencie również czuja się słabym i niedoskonałym człowiekiem, nawet jeżeli na zewnątrz chcą siebie jako mocarza reprezentować
antylicho powiedział/a
“…wątpliwości i te wzajemnie wykluczające się sprzeczności są właśnie tym motorem napędowym obudzającym do przemyśleń, to taka siłownia treningowa mózgu…” Popieram Dorotę ponieważ moim zdaniem ma rację. Wątpliwości są motorem napędzającym. Dzięki temu chcemy poznawać więcej i więcej zadajemy pytam po to by ZNALEŹĆ NA NIE ODPOWIEDZI. Gdy już powiemy “wiem” czy też “wiem wszystko” tracimy siły. Przestajemy się kształcić – uczyć – poznawać bo przecież już wiem. Można by pomyśleć że w tym momencie rodzi się mistrz – lecz nic z tego. Mistrz rodzi się dzięki ludziom którzy go wykreowali n mistrza. Sam z siebie nic nie znaczy bez wyznawców, poddanych, osób zachłyśniętych ich wiedzą i fanatyków. Prosta sprawa – żyje sobie człowiek który wie wszystko (abstrahując) jak dowiemy się że one jest mistrzem? Jak go znajdziemy. Czy uwierzymy temu który wstanie w ostatnim rzędzie i powie “ludzie oto jestem” Bynajmniej – zostanie obrzucony pomidorami i czym popadnie. Hm – a później to już leci z górki. Zaczyna się manipulacja ludzkimi zasobami – dlaczego? No cóż jesteśmy tylko ludźmi. Mistrza kreują ludzie którzy niekoniecznie są właściwi czy też dobrzy. Włada kusi i kusić będzie. Później już taki mistrz nie ma kontroli nad tym wszystkim i zaczynają się rodzić problemy. Czasami można nawet powiedzieć że jest w pewnym sensie opętanie duchowe gdy zbytnio zejdzie się ze ścieżki – i tutaj tak ważne są wątpliwości.
Jaga@Wika powiedział/a
Dlatego takie, a nie inne zakończenie tekstu o sprzecznościach: “Chcę wierzyć, że Osho był prawdziwym mistrzem buddyjskiego Zen, “Zorbą” kochającym życie. Mędrcem z ukrytym zamiarem, wywołania w czytelniku chwilowej refleksji nad sensem czytanego tekstu i skłonieniem tegoż, do samodzielnej analizy ?” Wielu z pośród nas przyjmuje cudzą wizję, z samego faktu, że wypowiedział ją autorytet, jakieś guru, czy napisał pisarz znanego bestseleru. Pomimo wszystko, Oho był mistrzem, jak każdy z nas nim jest, skłaniając innych do protestu, walki – myślenia, działania i w rezultacie do rozwoju. Tak rozwija się i kompletuje nasza pojedyncza tożsamość w wielości, by w rezultacie dnia pewnego, osiągnąć pełnię, uwolnioną od paradoksów. Oczywiście te sprzeczności znikają tylko w nas i dla nas. Odchodząc, zawsze pozostawiamy “spadek”, stajemy się dla innych inspiracją – wątpliwością, mobilizującym tarciem, zgrzytem – walką. Dlaczego piszę że Osho był, mistrzem ? bo napisał co napisał, myślę że świadomie dał kiepskie jaskrawo wykluczające się przykłady, tym samym nie czyniąc swoich wykładów martwymi słowami, ale żywą dyskusją choćby tylko na poziomie własnego umysłu, z pytaniem: zaraz, zaraz o co tutaj chodzi , coś mi nie pasuje
ps. a co z “autorytetem” kościoła Katolickiego, radiem Maryja i wszelkiej maści politykami, o reszcie nie wspomnę … Czy nie mają do spełnienia tej samej funkcji. ? W tym miejscu zacytuję, słowa Jezusa: wszyscy jesteście członkami jednego ciała . Nie sądźcie, bo zostaniecie osądzeni ,,, kto rzuci kamieniem, źdźbło w oku ,,, itd. Dobrze jest być Uważnym, jak mawiał Osho.
antylicho powiedział/a
Świetne podsumowanie – w sumie można już nawet zakończyć dyskusję ponieważ dalsza jej część byłaby aprobatą poprzez milczenie (i brakiem komentarzy) lub walką zbrojną (przeciw temu co napisałeś) jaką to wkluczał Osho na rzecz życzliwości i zrozumienia.
Jaga@Wika powiedział/a
Masz słuszność, tutaj w pełni się zgodzę z ideą życzliwości. No bo jak nie dać się zwariować, kiedy ktoś widzi w naszym oku belkę, a my jej nie widzimy ? Przecie, nie możemy jej na siłę wyciągać nie widząc ani nie czując że coś nam przesłania widzenie. Zaczynamy wtedy, co jest naturalne, podejrzliwie spoglądać w kierunku tego , co nam tę belkę w oku zauważył i widzimy, że to on ma ją w oku, a nie my i dlatego zobaczył ją w naszym, patrząc z zawalonego belką, oka !
Prawda że fajnie spoglądać sobie w oczęta
koala powiedział/a
Trzeba umieć czytać ze zrozumieniem, pomiędzy slowami. Gdybyś zaczęła analizować Biblię z miejsca ci odradzam. Tu pokój zaraz dalej nawoływanie do wojen echh, a Bóg z jednej strony wszech miłujący a w St. testamencie działa jak Bush w Iraku
Powracając do Osho jest jak każdy klecha. Szukają za pomocą naiwnych ludzi jak najwięcej kasy zdobyć ! Oto ich główny cel a szaraki się do nich modlą i uginają w pasie aż mdli. Pozdrawiam więcej takich tekstów może ktoś przeczyta nie chcę być zlym prorokiem ale ludzie wolą stare hasła niż nowe fakty.
antylicho powiedział/a
Ludzie potrzebują nadziei – a ona jak taka jak ją ktoś przedstawi lub sami zrozumiemy.
koala powiedział/a
I własnie na tej nadziei bogacą się purpuraci i mistrzowie pokroju Osho. Kwestia rozumu tłumaczy wszystko ale dobrze jest o tym pisać poruszać może ktoś akurat przeczyta i otrzeźwieje chyba Stalin mówił że religia jest jak opium dla mas?
Dorota powiedział/a
Nie tylko bogacą się na tym mistrzowie pokroju Osho, ale i mistrzowie i wyznawcy rozumu i racjonalnego podejścia do życia. Jak wspomniał Antylicho, tak długo jak jest zapotrzebowanie, tak długo będą się rodzili tacy produkujący?
Bo tak jak nikt do końca nie poznał ostatecznej prawdy wiary i religii, tak i niewielki sposób poznane są możliwości mózgu. Ja przynajmniej nie widzę różnicy, dlaczego wyznawcy rozumu mieli by być lepsi od wyznawców wszelkiej maści mistrzów i bogów. Dla każdego cos dobrego
Może warto by było pomyśleć nad połączeniem tych wartości w jedną wspólnotę i z umiarem z obu korzystac
antylicho powiedział/a
Dobrze już dobrze – nie krzycz już tak głośno tylko czy w takim razie jeśli takie podejście tłumaczysz jako złe i niewłaściwe to czy masz coś do zaproponowania dobrego dla wszystkich, nie tylko dla wybranych.
mirabelka powiedział/a
Nie można pozwolić, aby ktoś kilkoma słowami kazał nam spojrzeć na nasze życie i działalność jako coś, co nadaje się do kosza. Nawet jak to jest Osho czy inszy oszołom;) Nie tędy droga. Pozdrawiam ciepło:))))
Dorota powiedział/a
Mirbelko przecież nikt nikomu nic nie każe, a każdy z nas odbiera za pomocą własnych zmysłów i tych mentalnych zmysłów dokładnie to co potrzebuje do własnego życia, odpowiednio na te bodźce reagując. Więc spytam filozoficznie…to którędy prowadzi ta droga?
mirabelka powiedział/a
Hm… Doroto, faktycznie wybieramy sami, ale i dla siebie i czasem dla innych… kryterium? Cóż, albo podcinasz komuś skrzydła, albo pokazujesz, że je ma, gdy przestał w to wierzyć. I myślę, że taką zasadę warto stosować w stosunku do siebie, choć czasem to trudniejsze i warto, gdy pojawi się ktoś kto pomoże..:)) A Osho… hm..jeśli ta historia jest prawdziwa, to trafił na kogoś słabszego, więc spowodować żeby ten ktoś upadł i go skopać nie było trudno, tym bardziej jak ma się taaaaki autorytet.:)))Pozdrawiam ciepło
Dorota powiedział/a
Wiesz Mirabelko, może łatwiej jest nie nadawać „taaakim autorytetom” funkcji boga i oczekiwać, że są taaakie autorytety tylko i wyłącznie doskonałe
Może łatwiej by było gdybyśmy zaakceptowali, że autorytet jest również człowiekiem i tak jak i przeciętny człowiek może się mylić i ranić. W ten sposób trzeba oczywiście samemu przejąć odpowiedzialność za to , że szukaliśmy w słowach właśnie tego mistrza pomocy
pozdrawiam.
mirabelka powiedział/a
też tak myślę:))) Najtrudniej jednak się w tym odnaleźć jeśli masz do czynienia z własnymi rodzicami. Pierwszy etap jest najtrudniejszy i większość ludzi dorosłych nawet nie zdaje sobie sprawy czemu zostali poddani. Bardzo silna jest lojalność w nas na poziomie pierwszej czakry. I motyw wyparcia. Na początku można usłyszeć: nic nie mam do moich rodziców, to byli, są wspaniali ludzie, wychowali mnie. I oczywiście że TAK jest. Bo w końcu takich mistrzów sobie jako przychodzący tu wybrali. Ale… to może komentarz nie na ten post:)))Sprawa wydaje się niby bardziej oczywista gdy dochodzi do jawnych i bardzo dużych nadużyć, ale to pozór, czasem jest jeszcze trudniej. Cóż, gdybyś miała Doroto do czynienia z dzieckiem bitym i lżonym, to te Twoje słowa”W ten sposób trzeba oczywiście samemu przejąć odpowiedzialność za to , że szukaliśmy w słowach właśnie tego mistrza pomocy” nie bardzo by pomogły, a jedynie odpowiedzialność skierowały na ofiarę. Tym bardziej, że w rzeczywistości ofiary są dwie:) Jest jeszcze coś takiego jak odpowiedzialność wobec innych i wobec siebie. Nazwałabym to obowiązkiem czujność;))) Można powiedzieć wczucia się w stan kogoś innego;))) Czasem to już wiele pomaga.:)))Pozdrawiam Doroto
Dorota powiedział/a
Mirabelko, gdybyśmy mieli odczynienia z dzieckiem bitym lub z innymi drastycznymi i skrajnymi sytuacjami, pewnie należałoby sytuacje rozpatrywać pod zupełnie innym kątem., A więc ponieważ temat w tym wypadku jest inny proponuję się ograniczyć do analizy tylko i wyłącznie takiej sytuacji jak jest opisana w poście, bo z twojego przedstawienia sprawy wnioskuje, że winę i odpowiedzialność należałoby skierować w kierunku mistrza, a nauczyciela należałby postawić w roli ofiary. Czy dobrze wnioskuję z twojej wypowiedzi ..? A jednak nauczyciel zwrócił się do właśnie tego mistrza o ocenę swojej pracy, stąd dla mnie wynika z tego prosty wniosek, że nie tylko ten właśnie mistrz, który dla mnie jest człowiekiem z krwi i kości, a więc może się mylić lub być zazdrosnym o dokonania nauczyciela i realizacje jego marzeń jest winien, ale i ten nauczyciel zdecydował się wybrać sobie takiego, a nie innego mistrza, stąd również powinien odpowiedzialność przejąć
mirabelka powiedział/a
Hm… Wolałabym nie operować słowem wina, bo wyprowadzi nas to na manowce A raczej trzymać się słowa odpowiedzialność:)))Ten układ, nauczyciel Aborygenów i mistrz Osho można dokładnie przenieść na układ dziecko-rodzic, bo te relacje są podobne w postaci zawierzenia i zaufania. Można powiedzieć że są prawie bezgraniczne. Jest ogromny autorytet. Zgodzisz się? Więc łatwiej o wiele pokierować i przeforsować swoje racje, udowodnić, że ten słabszy jest w będzie i zdruzgotać go. Druga sprawa to, ze wybieramy sobie takiego mistrza-rodzica jaki jest nam potrzebny. ale to jest bardzo trudne do zaakceptowania i zrozumienia. To mozolna droga. Bo wyobraźmy sobie, że ten nauczyciel komuś się zwierzy ze swej apatii i bezsensu własnego życia. I ktoś mu wykaże, że to Osho nie tylko się myli ale zrobił mu krzywdę, zamanipulował nim. Pojawi się pewnie wpierw gniew, może nawet wściekłość. Potem zacznie sie sprawie lepiej przyglądać i postaci Osho. Zacznie rozumieć, że pozwolił przekroczyć granice mistrzowi, bo miał zaniżoną samoocenę, nie patrzył mu w oczy ale ustawił go na piedestale, a teraz go zrzuca. W końcu zacznie rozumieć, że mistrz także ma problem ze sobą dlatego tak postąpił. Pojawi się współczucie, zrozumienie, wybaczenie. W końcu zobaczy głębszy sens tego zdarzenia i ze tak naprawdę umocniło go, dało podwaliny pod coś cennego i trwałego. Ten człowiek nabierze mocy we własnych poczynaniach, przerośnie mistrza, bo sam już nikomu czegoś podobnego nie zrobi co zrobiono jemu. Tak więc zło obróci się w dobro. Oczywiście to tylko jedna z możliwych dróg,w dużym uproszczeniu… bo przecież może być i tak ze ten człowiek całkiem się załamie i popełni samobójstwo, albo powiedzmy wytłumaczy sobie, że jego zadaniem będzie teraz innych zniechęcać do nauczania Aborygenów itd itd. Nie wiem co wybierze. Tak więc chciałam tylko powiedzieć, że to że wybrał sobie takiego mistrza nie wyklucza jednocześnie odpowiedzialności tego mistrza. To wydaje się nie do pogodzenia, ale tak czuję:))) Mam nadzieję, że niezakałapućkałam zbytnio, mówię już dobranoc Doroto i gospodyni blogu czyli: Awiko dobrej nocy:)))
antylicho powiedział/a
W skrócie i bez wdawania się w zawiłe dysputy można przedstawić to w ten sposób. Mistrz (wybrany czy też wykreowany przez swoje działania i czyny) jest zwykłym śmiertelnikiem dlatego też może i popełnia błędy jak każdy człowiek. Sam mistrz jako nauczyciel jest tyle wart co szkoła be uczniów oraz jeszcze jedno – to czego nauczy się uczeń zależy od mistrza i predyspozycji uczącego. Wiadomym jest również to (tak się przecież mówi) że uczeń przerósł mistrza i w tym momencie warto zadać pytanie. Gdzie oni są – ci uczniowie którzy przekroczyli granice mistrzostwa.
Dorota powiedział/a
Z takim przedstawieniem relacji w większości mogłabym się zgodzić. Jeżeli mistrz jest świadomym mistrzem , i zdaje sobie sprawę z tego , że nauczyciel szuka u niego moralnego wsparcia , tego co stworzył , to oczywiście nie może być wykluczona odpowiedzialność mistrza, aczkolwiek nie może być poprzez to umniejszona odpowiedzialność własna nauczyciela. Tak ja to czuję
, tylko realizcja tych treści w sensie praktycznym wydaje mi się bardzo trudna
pozdrawiam
Jaga@Wika powiedział/a
Przysłuchuję się wszystkim za i przeciw, takiej bądź innej opinii na temat, mistrza i ucznia …W obydwu przytoczonych przykładach, sprawa dotyczy nauczycieli. Jednym z nich jest człowiek który cale swoje życie przeznaczył na wprowadzanie do środowiska Aborygenów tzw. cywilizacji, a drugim jest, czy był prezydent Indii ( prawdziwy), a trzecim Osho.
Oprócz, tych kilku słów pogardy Osho miał dla nauczyciela – prezydenta, jeszcze całą górą oskarżeń i takich tam podobnych spekulacji.
Moim skromnym zdaniem nikt nie jest prawdziwym mistrzem, kto pozwala aby go tak tytułowano. Mistrz pozwalający nazywać się mistrzem, albo pretendujący do takiego tytułu. Jest najzwyczajniej chciwy, nieprawdziwy i nie różni się niczym od bankiera, czeka na zyski i rozdaje na procent. Prawdziwi mistrzowie w niewidzialny sposób wydobywają z ludzi to co w nich najlepsze, są skromni i niedostrzegalni. “Źli” czy dobrzy rodzice są albo dziełem przypadku, albo naszym drogowskazem do wewnątrz, żebyśmy zechcieli ze sobą szczerze porozmawiać. Mistrz Osho był “bankierem”, a czy z sobą rozmawiał ? Na pewno. Był świadom tego, że jest, jaki jest i nie krył tego. Może dlatego ludzie nazwali go mistrzem, on tak o sobie nie myślał. Jest w jego biografii fragment , gdy mistrz mówi do uczniów: ” no dobra, maskarada zakończona nie jestem mistrzem” . Jego uczniowie nie uwierzyli i nazwali go Osho, a On machnął ręką i tak już zostało ….
mirabelka powiedział/a
Co do mistrza czy też Mistrza… strzygę uszami gdy słyszę Wielki Mistrz bla, bla bla… ale przekonałam się, że każdy ma duszę więc każdy w sumie ma to cudowne coś co powoduje, że jest mistrzem, tyle ze jedni się chełpią i wywyższają uważając że cudowni są tylko oni, inni siebie nie doceniają i szukają mistrzów co posłużą im jako wsparcie jak tyczka dla fasoli, którą to tyczkę będą chwalić do końca życia, ewentualnie będą zmieniać na inną, i nigdy z takiego układu nie zrezygnują, a są tacy co po prostu robią swoje bez rozgłosu, a i tak co ma być ujawnione się ujawnia:)))no i na szczęście takie zachowania mogą się zmieniać.
A na koniec. Jak odróżnić dzieło przypadku od drogowskazu? Czy to nie tak jak tłumaczy w książce Susan Fored “Toksyczni rodzice”, gdzie błędy wychowawcze, do łącznie bicia, znęcanie się i lżenie dzieci to rodzice ( drogowskaz) ale kazirodztwo, a więc coś co już wykracza poza rozumienie, okazuje się być dziełem diabła (dzieło przypadku)?
Pozdrawiam ciepło:))))
PS. Wracam czasem do Twoich horoskopowych wskazówek dla mnie, i bardzo mi to pomaga, widać w tym rękę mistrza:D. Dzięki Awiko
antylicho powiedział/a
Tak jest Jago – dlatego też napisałem że mistrza wybierają (kreują) ludzie choć on sam tego być może nie chce. Jest mistrz i są również mistrzowie tak jak wielki mistrz Ulrich von Jungingen – on tez był mistrzem wybranym przez innych.Bardzo często mistrz jest wybierany po to aby przekazał innym coś wartościowego i dobrego bo sami nie potrafimy lub boimy się to powiedzieć przekazać tym samym zrzucamy na jego barki odpowiedzialność. Jest to mądre a zarazem chytre działanie bo osoba taka czując się wybranym (czując się w obowiązku) stara sprostać oczekiwaniom. Mam nadzieję że osoby czytające ten komentarz nie pomylą mistrza z rządem bo jest to olbrzymia różnica i przepaść niebywała lecz czy aby nie słuszna uwaga. Każdy ponoć ma swoją drogę zwaną życiem lecz drogowskazy na niej postawione nie koniecznie kierują go w tym kierunku który sam wybrał ponieważ kierując się czasami własną wygodą wybieramy ładnie wyglądającą autostradę która nagle może się skończyć ponieważ mimo obietnic nie dobudowano następnego odcinka tym samym zmuszając nas do powrotu.
Jaga@Wika powiedział/a
Najbardziej fantastyczną sprawą jest widzenie poza zwyczajnością zdarzenia przytrafiającą się nam , jakby w odpowiedzi na coś, z czym zmagamy się na poziomie wewnętrznym, albo środowiskowym i w niczym nie znajdujemy odpowiedzi. Jak w bajce, tyle razy się o coś potykamy, aż trafimy do celu i się zbudzimy. Dobrze nie być automatem podobnym do swojego samochodu – jadę to jadę, denerwuję się, bo jestem zła i spóźniona, mam powód, wybieram inną drogę, no cóż przeoczyłem jakiś drogowskaz, że trasa nie dokończona, miałem prawo byłem zdenerwowany itd. Dostrzeganie w zdarzeniach dnia codziennego informacji ukrytych poza…, jest jak najbardziej w porządku i nie ma w tym nic dziwacznego, bo autentycznie tak się dzieje. Gdy ktoś jest wstanie usłyszeć to, to “coś” mówi informuje i daje znaki. Choć dla większości ludzi, to zwyczajny absurd i nawiedzeństwo. Trudno, ich sprawa – nie ma się co przejmować uświadamiać człowiekowi w okularach, że i bez nich może zobaczyć świat po horyzont, albo po co szeptać głuchemu do ucha
Dobrze widzieć i słyszeć więcej niż tylko za pomocą samych uszu i oczu
W głowie, niczym iluminacje rodzą się twórcze skojarzenia i odniesienia do własnego życia. Nagle dostrzegamy zbieżności różnych zdarzeń na pozór ze sobą nie powiązanych, po jakimś czasem świat przypomina idealnie ułożone puzzle w komplecie z nami jako całością, a nie oddzieloną częścią 
A propos rządu hmmm. niewątpliwie jest On mistrzem, takim jaki akurat Polakom jest potrzebny, może nie koniecznie do rządzenia ale zmądrzenia
Jaga@Wika powiedział/a
Mirabelko z tym mistrzem, to przesada
Ale zawsze miło
izabell powiedział/a
ja chcialam tylko powiedziec skromnie ALE TUTAJ FAJNIE SIE URZADZILAS AWIKO!!! gratuluje!!!
a co do tematu… autorytety. To jest nastepne pojecie mysleniowe ( jak przyjazn czy kocham) ktorego nie za bardzo lubie. Autorytet jak dla mnie automatycznie zamyka obiektywizm i zaglusza prace wlasnego umyslu. Dlatego slucham (czytam) i obserwuje wszystkich i wszystko nie biorac nic za pewnik. zycie jest moim autorytetem. tylko czesto sie miotam pomiedzy ja i reszta swiata
a propo horoskopu – przypomnialam sobie, ze ja sie go nie doczekalam w koncu buuuuuu:((((
sciskam mocno
Dorota powiedział/a
(…)Najbardziej fantastyczną sprawą jest widzenie poza zwyczajnością zdarzenia przytrafiającą się nam , jakby w odpowiedzi na coś, z czym zmagamy się na poziomie wewnętrznym, albo środowiskowym i w niczym nie znajdujemy odpowiedzi. Jak w bajce, tyle razy się o coś potykamy, aż trafimy do celu i się zbudzimy. Dobrze nie być automatem podobnym do swojego samochodu – jadę to jadę, denerwuję się, bo jestem zła i spóźniona, mam powód, wybieram inną drogę, no cóż przeoczyłem jakiś drogowskaz, że trasa nie dokończona, miałem prawo byłem zdenerwowany itd. Dostrzeganie w zdarzeniach dnia codziennego informacji ukrytych poza…, jest jak najbardziej w porządku i nie ma w tym nic dziwacznego, bo autentycznie tak się dzieje(…)
Bardzo słuszna uwaga Agatko i ja jestem tego zdania
Bo nawet, jeżeli te wydarzenia są symboliczną odpowiedzią na pytania, to jeszcze trzeba umieć zinterpretować symboliczne przesłanie. Jeżeli i tutaj sobie poradzimy to jeszcze jest jedna przeszkoda, należy znać w miarę dokładnie pytanie, na które szukamy odpowiedzi, bo jak wiemy, jakie pytanie taka odpowiedź
Sęk w tym, żeby zinterpretować wydarzenia, odbieranie myśli, świadome rejestrowanie bodźców odbieranych za pomocą naszych zmysłów, jako symboliczną odpowiedzi na nurtujące nas pytanie. Choć zabawa ta wcale nie jest tak prosta
Wolna wola - mistrzowie cd. « Mity Obrazy i Symbole powiedział/a
[...] Wolna wola – mistrzowie cd. In ROZWÓJ OSOBISTY, ŚWIAT DUCHOWY on grudzień 2, 2008 at 12:05 wtorek “Jak odróżnić dzieło przypadku od drogowskazu? Czy to nie tak jak tłumaczy w książce Susan Fored “Toksyczni rodzice”, gdzie błędy wychowawcze, do łącznie bicia, znęcanie się i lżenie dzieci to rodzice ( drogowskaz) ale kazirodztwo, a więc coś co już wykracza poza rozumienie, okazuje się być dziełem diabła (dzieło przypadku)? (rozwinięcie komentarza – Mirabelki, do postu ” Bezinteresowny mistrz i wyznawcy jego”) [...]
zenforest powiedział/a
Ja ilekroć napotykam rzecz która mnie porusza lub mi przeszkadza, zadaję sobie pytanie co takiego jest WE MNIE że stało się dla mnie problemem?
Jakiś czas temu żywo zareagowałam na sytuację koleżanki która wg mnie została dość kiepsko potraktowana przez kogoś jej bliskiego. Bardzo mnie to obruszyło, kilka “ciepłych” słów pomyślałam pod adresem tej osoby…Jednak…po chwili namysły doszłam do wniosku, że skoro coś mnie dotknęło to na pewno nie jest wskazówka dla…tej osoby, która nawet nie wie o tym.
To była informacja dla mnie.
Tylko dla mnie.
Wskazówka abym uzdrowiła mój własny problem, żal i krzywdę związaną z moim własnym podobnym problemem, sprzed laty – gdy ja zostałam tak samo potraktowana.
Czytając książki Osho natknęłam się na kilka akapitów które mi się nie podobały. Np gdy atakował nauczycieli akademickich, a ponieważ mam takich w rodzinie…poczułam się personalnie dotknięta…
Dopiero po chwili się zreflektowałam że ta granica “mojości” została naruszona, więc dlatego tak poskoczyłam.
Ale tak patrząc poza prywatną moją reakcją…to powiem szczerze, owszem, Osho miał bardzo kontrowersyjne poglądy, które okazują się jednak całkiem sensowne gdy…człowiek w sobie wyłączy automatycznego “oburzyciela”,który budzi się ilekroć słyszymy coś co nie pasuje do zastanego światopoglądu.
Światopoglądu którego NIE chcemy zmienić bo święcie wierzymy że jest słuszny. i NASZ.
Ja historię z nauczycielem rozumiem inaczej.
rzebudź się, są inne interpretacje twojego życia. Można spojrzeć na nie inaczej.
Osho potrząsnął nim.
Nauczyciel poświęcił się jednej rzeczy, uczynił z niej pewną obsesję. Rola Osho, to taki kubeł wody
Jako na ucieczkę od wielu innych rzeczy.
Jako budowanie ego: “ja i moja chwalebna misja nauczania”.
Jako zawężenie życia do jednej działalności i jednego wymiaru.
Owszem. Ktoś powie – czemu to miałoby być złe? Czuł się szczęśliwy? Czy na pewno? A może ogłupiały? Może wmawiał to sobie?
Osho zrobił coś co zmieniło podejście nauczyciela. Czy to lepiej, czy gorzej? Czy coś zniszczył w nim? Czy coś stworzył?
Czy otworzył go na nowe życie, w którym będzie jeszcze szczęśliwszy?
Wolny od swojego psychicznego przymusu w poszukiwaniu datków, walczenia o nie, martwienia się?
Tego się pewnie nie dowiemy
Pozdrawiam
Zenforest
JagaWika powiedział/a
Tak, to prawda. Nikt nie jest w stanie nas pozbawić tego co jest w nas prawdziwe. Osho, po prostu miał intuicję, wiedział że może tymi ludźmi manipulować ( poparcie i liczba uczniów, autorytet) Nie tylko “mistrzowie” mają intuicję i czują się pewnie z liczną świtą u swego boku. Nawet jeśli ktoś jak w bajce zasiewa w nas wątpliwości; że żyjemy albo robimy coś nie tak jak powinnyśmy i nawet jeśli za tą namową zboczymy z raz obranej drogi, wcześniej czy później na powrót wrócimy, wzbogaceni o doświadczenie i pewność, że to co robimy jest naprawdę tym co powinnyśmy robić, albo kim się stać i z kim pozostać. Warunkiem jest silne i zrównoważone ego.

Tekst jest przede wszystkim dla osób, ze słabszym “ego”, które bezkrytycznie przyjmują na wiarę wszystkie, natchnione teksty i “złote myśli”; nie czytają i nie słuchają z uwagą mądrych wersetów, omijając niewygodne, bądź nie pasujące do siebie fragmenty i zamotania. Drukując poradniki o pozytywnym myśleniu i rozwoju osobistym, powinno się do nich obowiązkowo dołączać ulotkę o treści; uwaga to tylko suplement diety psychologicznej, nie pełnowartościowe wyżywienie.
W zasadzie każdego można byłoby podobnie wytłumaczyć, że miał za zadanie nami potrząsnąć; nauczyciela w szkole, gwałciciela w lesie i mistrza Zen. Przypomina mi to film pt; ” Wehikuł czasu” i podziemny świat Morloków hodujących stadko uległych na wszystko godzących się ludzi służących za pokarm
Nie jest to takie proste… lecz co komu przeznaczone.. hmm, na drodze stanąć musi
Pozdrawiam serdecznie
zenforest powiedział/a
“W zasadzie każdego można byłoby podobnie wytłumaczyć, że miał za zadanie nami potrząsnąć; nauczyciela w szkole, gwałciciela w lesie i mistrza Zen.”
Gdy ktoś się przebudzi raz a porządnie, nie będzie musiał przeżywać przykrości ponownie, bo tę lekcję już solidnie odrobił. Zatem w swoim życiu nie będzie kreował sobie dramatycznych okoliczności, tylko przejdzie do kolejnej lekcji, innej, nowej, w wyższej “klasie”
“Nie jest to takie proste… lecz co komu przeznaczone.. hmm, na drodze stanąć musi
”
Niekoniecznie. Gdy nasza podświadomość zostanie oczyszczona z szkodliwych wzorców sabotujących nasze życie i prowokujących dramaty, nasze życie także się odmieni. Brzmi jak magia
? Tak, ale życie jest magiczne
Ja w to wierzę i tak faktycznie jest w moim życiu
Może właśnie dzięki tej wierze.
Pozdrawiam!
Zenforest
JagaWika powiedział/a
Piszesz Zonforest to co na ten moment, jest twoją najprawdziwszą prawdą i dobrze. Jednak w mojej opinii właśnie takie słowa jak ” nie zbyt porządnie przerobiłaś lekcje, za mało się postarałeś poprzednio dlatego znów cierpisz, najwyraźniej o czymś zapomniałeś”, przypomina mi katolickie , nie dość dobrze zadośćuczyniłeś , pokutowałeś. I jest to największym dramatem ludzi szukających pomocy i trafiającymi pod skrzydła nauczycieli rozwoju duchowego. Postawa o której piszesz nie pozostawia wyboru – zawsze gdy “coś” ponownie nie idzie tak jak oczekiwałeś – masz okropne poczucie winy i bezwartościowości, w czym utwierdzają cię i twoi nauczyciele “przyjaciele”
”
A już skwitowania tego typu, że jakiś człowiek jest “wyżej”, albo “niżej” w innej “klasie” doświadczeń itd. – wybacz tchnie strasznie napuszonym ego i jest to jeno złudzeniem i totalną nieprawdą. Wiem o czym piszę bo od lat mam kontakt z takowymi wyższymi “klasami” na innym poziomie rozwoju duchowego itd. Niemniej tobie Zonforest, życzę aby to twoje “tu i teraz”, oraz niezłomna wiara że możesz wszystko, jeśli się tylko postarasz, niech będzie dla ciebie najprawdziwszą prawdą i spełnieniem. Osobiście ja ten etap w różowych okularkach mam już za sobą
“Nie jest to takie proste… lecz co komu przeznaczone.. hmm, na drodze stanąć musi
zenforest powiedział/a
Moje określenie “wyższej klasie” nie oznaczało porównania między ludźmi, ale porównania jakości życia jednego człowieka, w jego obrębie.
Po przepracowaniu pewnych spraw – przechodzi do wyższej klasy. Kiedyś zetknęłam się z określeniem, że nasz rozwój postępuje po spirali, coraz wyżej, pozornie wracamy do tych samych tematów, ale widząc je z szerzej perspektywy
Ale może faktycznie, masz rację, nie wyraziłam tego jasno, stąd wniknęło nasze nieporozumienie
!
Oczywiście, zgodzę się z Tobą, że nie ma potrzeby używać kategorii niżej rozwinięty, wyżej rozwinięty, bo wszystko jest tylko wtórną oceną, wynikająca z naszych subiektywnych uwarunkowań
“Postawa o której piszesz nie pozostawia wyboru – zawsze gdy “coś” ponownie nie idzie tak jak oczekiwałeś – masz okropne poczucie winy..”
Oczywiście,że tak!
Mi chodzi o to, że takie sytuacje już naprawdę rzadko mają miejsce w życiu człowieka, który świadomie wszedł na drogę rozwoju, w sensie takim, że nabył pewną niezbędną wiedzę, nauczył się pełniej akceptować siebie, doceniać porażki – ponieważ one są często matkami postępu, spoglądać z dystansem na to co kiedyś sprawiało że zwijał się z nerwów.
Tylko taka osoba ma dość siły by stanąć przed lustrem i z uśmiechem i spokojem powiedzieć sobie :
“Biorę odpowiedzialność za moje życie. Także za to co z czego nie jestem zadowolony, za to co było bolesne.”
….I nie poczuć się przez to ani odrobinę bardziej przytłoczonym. A wprost przeciwnie. Wolnym
W każdej innej sytuacji, pojawi się poczucie winy i stres, że nie sprostaliśmy naszym własnym wymaganiom!
Jak najbardziej – dokładnie tak jak opisałaś.
Ja mam za sobą okres wielkich przemian na tym polu. Z osoby, która naprawdę obwiniała za swoje cierpienia cały świat, nieznośnej marudy, wierzę że zmieniłam swoją postawę na akceptację mojej wiodącej roli w moim życiu. I czuję się z tym, co ciekawe – lżej
“Osobiście ja ten etap w różowych okularkach mam już za sobą
”
Przykro mi, jeśli życie cię rozczarowuje.
Wierzę, że mój okres rozczarowań mam za sobą, a wiele ich w życiu miałam i mój świat z dawnego, wg praw Murphego, zamienił się bardziej wg świat wg siedmiu zasad Huny
Pozdrawiam ciepło,
Dodam tylko bez ściemy – że wspaniale i bardzo ciekawie prowadzisz swojego bloga
Tylko okienko do komentowania jest bardzo malutkie! Czy coś z tym da się zrobić?
JagaWika powiedział/a
Wiesz, że po napisaniu odpowiedzi na twój komentarz, wyszłam sobie na wieczorny spacerek po mieście i tak co jakiś czas powracałam w myślach do twojego komentarza.
Hmm…Będziemy przerabiać doświadczenia w “wyższej klasie”, pomyślałam może jej chodziło o to że w innej klasie (skojarzenie ze szkoła) , która jakby na to nie patrzył zawsze będzie wyższa od poprzedniej. Po namyśle stwierdziłam, że chyba coś nie zrozumiałam … ruszyłam do wspomnień i ponownie rozważyłam wszystkie przeszłe doświadczenia, włączając w nie bardzo wczesne początki . Przeanalizowałam jak kończyły się dawne przykrości i czy nie miały nawrotów ? Kilka wracało ale musiało. Owszem pojawiły się inne przykrości, ale zupełnie na innej nie znanej dotąd płaszczyźnie. Znam doskonale cykle Saturna, właśnie jeden z nich finalizuję ( 12 dom) dlatego na blogu, bajka “Cień” i Bożonarodzeniowa refleksja nas Saturnem.
Zenforest , życie mnie nie rozczarowuje, choć weszłam w tak zwany okres żniwny, a wręcz odwrotnie, dzieje się dużo dobrego. Muszę popracować nad jedną szkodliwą myślą, która pojawia się czasem jak czarna chmura na słońcu ; – czy gdzieś, jest hak – pytam ? Po namyśle jednak stwierdzam że hak musi mieć punkt zaczepienia
A tak na marginesie, to fajnie było w tych różowych okularach he he, one też były do czegoś potrzebne. Jestem podobnego zdania że zrozumienie własnej natury, nie natury świata, innych, ale własnej i zaakceptowanie jej, choćby najokropniejszej ułomności, powodują trwały cud, “wady” jakby się rozpływają. Są sprawy w moim życiu, które wydaje mi się, że przegrałam, mam o to do siebie żal i muszę jeszcze o tym pomyśleć, ale kto to wie czy ich przegrać nie musiałam, żeby pojąć jak to ze mną jest?. Potrafię to zaakceptować, ale wiem że inni ludzie tego nie potrafią, nawet nie wiedzą jak odmienić swoje myśli… Zazwyczaj za swoje zmarnowane życie obwiniają, wszystko i wszystkich. Nawet jeśli mają za co, to czy można zmienić coś, kogoś na co nie ma się wpływu, albo ciskać pioruny w kierunku zmarłych, którzy niczego nam nie zadośćuczynią ? Nie można nic poradzić z postawą innych, ale można zrobić cokolwiek z sobą. Zresztą użalania, tak na prawdę nikt nie słucha, a nawet jeśli znajdzie się ktoś, to nie koniecznie będzie przyjacielem a jakimś kolejnym “katem”, albo podobnym do nas desperatem, zazwyczaj cała reszta osób zjeżdża od marudy, najdalej jak może.
Wracając do literatury, wszystkie te mądre myśli czytają nieszczęśliwi, zagubieni i samotni ludzie, potem szukają pomocy, płacą za nią nie tylko pieniążkami, ale i okropnym rozczarowaniem i jeszcze większą samotnością. Ludzie tak bardzo potrzebują widzialnych bogów, że częstokroć bezkrytycznie oddają się na zgubę, przeróżnym cudotwórcom, zamieniając wiarę w niebo, w kogoś namacalnego, a jeśli ten ktoś umie pięknie mówić i dotrze do zagubionego serca, mamy pasztet. Dlatego nie zaszkodzi czasem wrzucić jakiś “kubełek z zimną wodą”, a może ktoś przemyje oczy i zacznie uważniej słuchać, czytać – myśleć. Mnie kiedyś otrzeźwiła bardzo cieniutka książeczka, leżąca w księgarni na najniższej półeczce, zakopana pod warstwą starego kurzu pt. “Czy pozytywne myślenie, może szkodzić”. Na prawdę nie wiem dlaczego akurat wtedy coś mnie tknęło ? Pewnie był po temu odpowiednie czas
Niestety nie wiem jak zmienić okienko na większe, ot szablon…, niestety nie potrafię zainstalować wordpressa na komputerze, a może ty potrafisz ? Było by super i ile twórczych możliwości
Cieszę się że bez ściemy podoba ci to co piszę, to ważne i bardzo miłe
zenforest powiedział/a
“Ludzie tak bardzo potrzebują widzialnych bogów, że częstokroć bezkrytycznie oddają się na zgubę, przeróżnym cudotwórcom, zamieniając wiarę w niebo, w kogoś namacalnego, a jeśli ten ktoś umie pięknie mówić i dotrze do zagubionego serca, mamy pasztet.”
Ja także spotkałam osoby które obnosiły się ze swoim poziomem rozwoju i próbowały prowadzić innych, z bardzo różnym skutkiem, faktycznie.
Jedyna pociecha taka, że jak ktoś miał poukładane w głowie na starcie, przynajmniej tak…mniej więcej, to potrafił nawet od złego nauczyciela dużo wynieść, a ci którzy mieli głęboki problemem i sami, wewnętrznie nie byli gotowi na zmianę (choć na wierzchu tak to wyglądało) to nawet najlepszą poradę potrafili zmarnować :/
“Jak uczeń jest gotów przychodzi mistrz”,
- pozostaje wierzyć że do każdego przyjdzie w najwłaściwszym momencie
Pozdrawiam ciepło!
Zenforest
Ps. Nigdy nie instalowałam wordpressa na komputerze, wydaje mi się że jednak wygodniej jest mieć go w serwisie…aczkolwiek pewnie możliwości są ograniczone