Podróże różne

Tao podroży

Sponsoring czy prostytucja ?

Opublikował/a ezomagica w dniu 16 Czerwiec 2009

* monetMożna podmieniać całe zdania, bawić się słowami -  można nazywać cokolwiek wedle upodobania. Nie zmienia to faktu, że dziewczyny decydujące się na życie ze “sponsoringu” automatycznie stają się wykonawczyniami najstarszego zawodu świata. I dziś i dawniej kobiety sponsorowane dzielono, na różne kategorie, w zależności od ich wykształcenia, wieku i urody.

Najtańsze prostytutki, kobiety bez wykształcenia, bądź wiekowe -  wystawały na ulicach, te bardziej cenione przesiadywały w kawiarniach i dobrych hotelach, a te najlepsze miały stałych klientów (sponsorów) których same sobie wybierały.

Najlepsze prostytutki  w Polsce socjalistycznej  również były studentkami, bądź wykształconymi kobietami, biegłymi nie tylko w sztuce miłości, ale i w językach obcych, historii, polityce, filozofii. Sponsor – klient bardzo często wynajmował ją sobie na stałe, korzystając nie tylko z jej ciała ale i wykształcenia w zależności od potrzeb i wcześniej ustalonych zasad – co za co.

Pod koniec znajomości, dobry sponsor w trosce o swoją  “przyjaciółkę”  polecał ją równie bogatemu koledze albo znajomemu.  Zasady sprzedawania siebie są niezmienne, zmianie uległa oprawa profesji jej nazewnictwo i społeczna akceptacja uprzedmiotowiania kobiety w telewizji, internecie i czasopismach dla pań i panów – moda na prostytucję.

Obecnie uważa się że prostytucja (sponsoring) jest idealnym rozwiązaniem dla znudzonych żonami biznesmenów i zapędzonych bogatych karierowiczów. Media coraz częściej oswajają społeczeństwo z nowym modelem partnerstwa i konkretną funkcją kobiety.

Idealny kompromis dla zamożnego przystojniaka

Idealny zdrowy kompromis i pomysłowy start dla biednej dziewczyny . Tak można podsumować teksty modnych miesięczników dla przyszłych kobiet sukcesu. Seks, jest w kobiecie jej jedyną uznawaną wartością, (byle nie chciała być matką) dzięki sprzedawaniu ciała za przyzwoite pieniądze, ma szansę odnieść sukces i zdobyć męski szacunek.

Pisma kobiece o potrzebach współczesnych kobiet

Otwieramy eleganckie kobiece czasopismo, albo popularny internetowy portal.pl i czytamy w nich mniej więcej takie sugestie :

Współczesna nowoczesna dziewczyna, nie oczekuje żeby mężczyzna prawił jej komplementy, nie oczekuje od niego czułości  ani miłości – dobrej dla kobiet zacofanych i przegranych matek, nie oczekuje prezentu, pluszowego misia, ani kwiatów. Wystarczy jej jedna czerwona róża, za to bardzo wymowna, na bardzo długiej łodydze i ostrych kolcach, plus koperta z odpowiednią sumą najlepiej w euro.

Wystarczy, że facet który z niej korzysta, jest czysty i nie śmierdzi, odzywa się do niej poprawnie, jest wyrozumiały, a seks z nim nie trwa dłużej niż dwie/trzy godziny, bez wspólnych nocy, ze trzy razy w tygodniu.

Kobieta przedmiot

W tym miejscu nie będę się rozwodzić nad psychicznymi potrzebami obydwu płci, bo są bezdyskusyjne. Ale jest tak -  jak gdyby współczesna dziewczyna uległa kosmicznemu wypadkowi, albo psychicznej i emocjonalnej kastracji .

Koło fortuny

Jej trzy kategorie - Luksusowa, Kawiarniana i Ulicznica

Każda forma sprzedaży własnej intymności (kupczenie ciałem) jest i była prostytucją, ubraną w inne słowa( dla niepoznaki).

Problem nie w nazwie; prostytutka czy przyjaciółka, klient czy sponsor, ale w kreowaniu wśród młodych kobietach przekonania o konieczności i normalności stawania się luksusowym towarem. Przedmiotem dla mężczyzny którego stać żeby zapłacić za jej intymność.

Niestety póki jest chętna żeby sprzedać, póty jest kupujący i rynek ?  Żeby się dobrze kręciło, dbają o to wspólnie, współczesny marketing w parze z feminizmem.

Kobieta nie stała się odpowiednikiem mężczyzny, ale jego przedmiotem. Bez swej kobiecości jest warta tyle, ile kosztuje jej seksualna użyteczność.

Prostytucja to zawód stary jak świat,  miała się dobrze w każdej epoce, bo pewne sprawy w życiu człowieka są jego stałą potrzebą, bez względu na to czy to XXI w czy XII w , natura ta sama. I nie ma w niej nic zdrożnego, jeśli jest wyborem zgodnym z potrzebami ( czytaj: Boża Ladacznica), czy okrutną koniecznością.

Lecz nie kiedy staje się lansowaną propagandą sukcesu, w której szlachetne przymioty łączące człowieka z człowiekiem – zastępuje, zrównanie go z funkcjonalnością towaru na wystawie.

A co na to stary Diabeł ?

Świat zmierza w sobie tylko znanym kierunku, bez względu na przyczyny i powody warto pamiętać że ciało nie jest oddzielne od całej gamy uczuć, emocji i że psychika znajdzie sposób żeby się ujawnić w najmniej oczekiwanym momencie. Nie wspominając o tym że wypieranie pewnych niechcianych odczuć do podświadomości prędzej czy później kończy się fizyczną chorobą.

Bożek PanLudzie mówią, że Diabła nie ma, kościół , że jest, ale przebiegły drań i wmówił ludziom, to co chciał. W końcu rozdaje więcej uciechy, niż miłujący symbol Jezusa. Ja myślę że oni obydwaj ze sobą współpracują.

Jeden kusi i sprowadza na manowce (zna człowieka) drugi wybacza i odpuszcza najgorszemu grzesznikowi, lecz …, nie bez koniecznej ofiary i cierpienia, które i sam przeszedł.

Wszystko to symbole i metafory, a konkretnie chodzi o poranioną psychikę, która prędzej czy później wyniszczy fizyczny organizm, doprowadzając go do choroby i ruiny życia.

Diabeł to pierwsze stadium nowotworu – tocząca duszę zmora zepchnięta na dno podświadomości, – jej zaprzeczenie i życie wbrew naturze. Ktokolwiek uprawia seks bez zaangażowania i miłości, bo taka jego natura – nigdy nie będzie chory.

Zachoruje ten, kogo naturą nie jest oddawać się,  bez serca i miłości.  Zakamuflowana uraza nigdy nie siedzi cicho przez całe życie. Odezwie się rakiem na piersi, albo macicy.

Kim jest Diabeł w moich kartach

W moich kartach,  Diabeł ma niesamowicie wyrazistą seksualną wymowę. Serce symbol uczuć i miłości na poziomie genitali. Mężczyna i kobieta uwięzieni w łańcuchach stoją pod jego pochodnią – słuchają go i korzystają z dobrodziejstw puki się da. Za nic nie puszczą łańcuchów. W każdej bajce z morałem, Diabeł oczekuje zapłaty. 15-Major-DevilNajgorsze że przychodzi jej żądać jak człowiek stary bezradny, samotny i Diabłu nie potrzebny ze swoimi żalami.  Jak myślicie,  od czego Diabłu płonie ta jego pochodnia, czym ją non stop rozpala.?

Post zilustrowany kartami Sexual Magic i Rider White

W wolnej chwili

O naturze i seksie

” Boża Ladacznica”

kliknij w obrazek z zakonnicą

Boża Ladacznica

Odpowiedzi: 8 do “Sponsoring czy prostytucja ?”

  1. Dorota powiedział/a

    W sumie niewiele jestem w stanie dodać w temacie, bo go wyczerpałaś, można by wprawdzie długo dyskutować, czy wykonywanie takiego zawodu w zależności od tego czy się go z sercem wykonuje, czy bez zaangażowanie, kończy się nowotworem, czy cała inną gammą różnorodnych chorób, i czy to jest rzeczywiście z zawodem związane, bądź przyczyny tkwią jeszcze głębiej, myślę, że tutaj nie można generalizować, a każdy przypadek jest inny.

    Ale moją uwagę zwrócił inny fragment:

    „Ludzie mówią, że Diabła nie ma, kościół, że jest, ale przebiegły drań i wmówił ludziom, to, co chciał. W końcu rozdaje więcej uciechy, niż miłujący symbol Jezusa. Ja myślę, że oni obydwaj ze sobą współpracują.
    Jeden kusi i sprowadza na manowce (zna człowieka) drugi wybacza i odpuszcza najgorszemu grzesznikowi, lecz …, nie bez koniecznej ofiary i cierpienia, które i sam przeszedł.”

    A ja ostatnio się zastanawiałam, czy oni przypadkiem nie podmieniają się swoimi rolami? No i w końcu czy rzeczywiście należy diabła zwalczać, skoro tyle uciechy nam daje, tutaj nie mam na myśli tematu przewodniego notatki, ale raczej przeciętne i normalne życie w granicach normy, o ile można taką ustalić..?
    Bo jeżeli oboje współpracują i dzielą się swoimi rolami w miarę zrównoważony sposób, to chyba jest w porządku ….?

  2. ~ezomagica powiedział/a

    Wpływ psychiki na zdrowie w zasadzie potwierdzają i lekarze, co prawda nie zawsze łączą oni konkretną chorobę z jej odpowiednikiem symbolicznym, np. zawał z zabójstwem wszelkich wszelkich uczuć, a nowotwory z tłumieniem cierpienia i urazy. To jednak jak się dobrze przyjrzeć, przeanalizować własne dolegliwości i dolegliwości znajomych, to sposób życia przeważnie odbija się w chorobie określonego narządu.
    Absolutnie się z tobą zgadzam – diabła nie należy zwalczać jeśli zabawa z diabłem nas cieszy i jest potrzebą. Jeśli bawi nas seks bez zobowiązań, to tłumienie natury jest grzechem, tak jak zmuszanie się do bycia prostytutką, jeśli to nie natura a moda zrobiła z nas “sponsorowaną”.
    Kiedy czytałam biografię Carli Von Ray; ” Boża Ladacznica” zrozumiałam, jak można, zaraz na początku życia zblokować swoje naturalne skłonności, wystraszyć się i uciekać przed sobą – wprost w ramiona naprawczego kata. W tym przypadku kat, wcale nie oznacza zła, bo zło dla każdego jest czymś innym, dla jednego kościół, dla drugiego wczesne małżeństwo, dla jeszcze innego prostytucja. Na dodatek w dzieciństwie zawsze znajdzie się ktoś, kto kto spróbuje obrzydzić nam samych siebie, w przypadku Carli tym kimś był ojciec.
    Uciekający przed samym sobą zazwyczaj unieszczęśliwia wszystko co spotka na drodze do wybawienia i “normalności”
    Temat prostytucji jest jak wszystko ambiwalentny. Nie potępiam naturalnej prostytucji. Carla była kobietą, mistrzynią i kapłanką w swej profesji, uwielbiała seks w każdych okolicznościach i z każdym mężczyzną. Jej natura była wolna od uprzedzeń i w pełni zaakceptowana. Prostytuując się robiła wiele dobrego dla siebie i innych. Trzeba jednak przeczytać jej biografię, żeby wiedzieć co czuje urodzona prostytutka.
    Oprócz niesamowicie “rozwiązłego” życia, Carla rozwijała się, w wielu innych kierunkach – poszukiwała sensu życia, uczestniczyła w różnych seminariach, przestudiowała wiele systemów duchowych, religijnych i cielesnych. Według mojej oceny stała się pełnią. Dziś prowadzi seminaria dla kobiet i mężczyzn wykorzystanych seksualnie, zgwałconych i molestowanych w dzieciństwie. Polecam lekturę, bardzo ciekawa i pouczająca – lekko się czyta. Można tyko pogratulować odwagi opublikowania.
    Pozdrawiam serdecznie :)

  3. Dorota powiedział/a

    Książki wprawdzie nie czytałam, ale pokusiłam się i znalazłam recenzję książki, musi być rzeczywiście kontrowersyjna.
    Jednakże wydaje mi się, że z tym tłumieniem i blokowaniem naturalnych skłonności w przypadku Carli szczególnie w jej młodym wieku, to chyba nie jest aż tak do końca, bo piszesz:

    „….jak można, zaraz na początku życia zblokować swoje naturalne skłonności, wystraszyć się i uciekać przed sobą – wprost w ramiona naprawczego kata? W tym przypadku kat, wcale nie oznacza zła, bo zło dla każdego jest czymś innym, dla jednego kościół, dla drugiego wczesne małżeństwo, dla jeszcze innego prostytucja. Na dodatek w dzieciństwie zawsze znajdzie się ktoś, kto spróbuje obrzydzić nam samych siebie, w przypadku Carli tym kimś był ojciec. „

    Z tego, co w recenzji wyczytałam, to ojciec, Carli zaczął być jej oprawcą już w wieku 3 lat i trwało to do 12 roku życia. Co się później dzieje, jest inną sprawą, tutaj można się sprzeczać, kto ponosi winę wychowawcy, czy sami ponosimy odpowiedzialność za własne decyzje i czy właśnie taki stan jest ucieczką i blokowaniem naturalnych skłonności, bo ich świadomie nie znamy, a nie wielu wychowawców o tym świadomie mówi, ze względu może na zawstydzenie, wychowanie, religię, a może, dlatego bo sami się w temacie nie rozeznają? A może dlatego, że naturalna seksualność pomimo , że żyjemy w cywilizowanych czasach jest często nadal tematem tabu, a ktos kto o tym mówi głośno wybija się ze spłeczeństwa, a wszyscy się mu ze zdziwienie przygjądają, no bo to przecież temat wstydliwy?

    W tym czasie, a wiec między 3-12 rokiem życia, nie można mówić o ucieczce przed naturalnymi skłonnościami, bo te są jeszcze nierozwinięte i jedyne przynajmniej jak dla mnie słusznym określeniem jest „kat dorwał swoją ofiarę”.

    Najbardziej poruszyło mnie zdanie z recenzji, tutaj w miarę dokładne tłumaczenie:

    „To nie oznaczało uwolnienia młodej 12-letniej Carli. Poczuła się niepewnie i odrzucona. Pomimo wstrętu i nienawiści gloryfikowała swojego ojca, bo przecież czułą się jego wybranką.”

    Straszliwa to musiała być burza emocji, nad którą jest pewnie trudno zapanować nie popadając w takie skrajności w jakie popadła Carla . Pozdrawiam :-)

  4. ~ezomagica powiedział/a

    PiszeszZ tego, co w recenzji wyczytałam, to ojciec, Carli zaczął być jej oprawcą już w wieku 3 lat i trwało to do 12 roku życia. Co się później dzieje, jest inną sprawą, tutaj można się sprzeczać,
    I właśnie o to chodzi, najważniejsze jest to co napisałam dalej – że zawsze znajdzie się ktoś kto na samym początku życia, w jakiś sposób zniechęci nas do naszych naturalnych skłonności, obrzydzi je i sprowadzi do patologii. I najczęściej jest to powód długoletniego błądzenia, szukania alternatywnych dróg, uniki, życie pod dyktando pozytywnej “normalności”. Ojciec Carli był seksoholikiem, jego żona rodziła dzieci jedno za drugim, gwałcił ją nawet wtedy, gdy była ciężko chora, a do tego chętnie korzystał z burdeli i tam tracił większość zarobionych pieniędzy. Jest taki fragment w książce w którym Carla mówi do nie żyjącego ojca, o jego łajdactwie, szlajaniu się w burdelach, licząc że on słyszy ją jako duch. Wytyka mu to że tracił pieniądze u kobiet takich jak ona. Paradoks. Myślę że ona chciała być jedną z prostytutek, właśnie dla ojca, każdy z klientów nim był, a jednocześnie Carla miała naturalne predyspozycje żeby być jak jej ojciec seksoholiczką. Widzisz Dorotko, Carla chciała i być może nadal chce uwierzyć że ojciec ją kochał że mu na niej zależało. Najpierw szukała ojca świętego i “normalnej” przykładnej rodziny w kościele, a gdy się rozczarowała, … w burdelu ( salonie masażu pogłębionego) Czy znalazła ? Carla żyje i myślę że nadal szuka. Trzeba przeczytać książkę żeby pojąć że ta kobieta pomimo wszystko psychicznie jest dzieckiem próbującym zasłużyć na męską miłość. Jej matka nie zasługiwała, ale prostytutki które robiły ojcu to czego nie chciała matka zasługiwały na tę uwagę a wraz z nimi i ona.
    Carla po zerwaniu z zakonem miała męża, dobrego spokojnego człowieka, urodziła mu córkę, ale nie potrafiła być żoną i matką. Odeszła od niego bez powodu. Córka została przy ojcu ( bo tak chciała), a potem jej druga córka z innego mężczyzny (kochanka Carli), również wolała zamieszkać z ojcem, niż z nią – nawet gdy ten ożenił się z inną kobietą niż matka. To wiele mówi o jej osobowości, jako kobiety. W seksie nie istniało dla niej żadne tabu, wszystko było dla niej dopuszczalne i normalne – facet mógł być stary, chory, pryszczaty , pijany – mógł być impotentem, nic ją nie przerażało i nie obrzydzało, nie zniechęcało, była jak siostra miłosierdzia albo wprawny chirurg, przywracający sprawność chorym organom. Z tego co wywnioskowałam, była idealną prostytutką, a do tego mocno szanowaną i bardzo docenianą przez swoich kochanków. Do tego stopnia docenianą, że gdy się zestarzała, poważnie zachorowała i została unieruchomiona, jej klienci jej nie opuścili w potrzebie, choć żonaci, opiekowali się nią i pomagali w domu i w gospodarstwie, nie żądając żadnej zapłaty ! Według mnie, seks to był jej jedyny sposób na miłość. Tak właśnie “kochał i wyróżniał” ją ojciec, tak w niej zostało i paradoksalnie ona urodziła się prostytutką, uwielbiała swoje masaże ( trzeba przeczytać z jaką pasją o tym pisze). Matka, przeciwnie kojarzyła się Carli z osobą wyzyskiwaną, nie kochaną, automatem do rodzenia dzieci, zimną, mechaniczną kobietą, która nie potrafiła odciągnąć uwagi swojego męża od sypialni swoich dzieci itd. Dlatego Carla postanowiła, sama wybierać, kiedy chce być zgwałcona. Podejrzewam że w każdym kliencie podświadomie postrzegała ojca w burdelu. Czuła się lepsza od innych kobiet i matek, od których mężowie uciekają do niej, a może miała nadzieję że starając się zaspokoić wszystkie męskie zachcianki, ocali czyjeś dziecko przed molestowaniem ? W kilku końcowych fragmentach książki przyznaje się do tego, że nigdzie nie znalazła miłości której tam bardzo potrzebowała, poza pokochaniem i zrozumieniem samej siebie. Nie było tej miłości w kościele, w kręgach mistycznych i ezoterycznych, ani w burdelu ani w domu przy rodzicach, ani w małżeństwie, ani u psychologa, tam jedynie poszukiwano, a inni korzystali. Dlatego uznałam ją za w pełni doświadczoną osobowość. Nie powiem że jest szczęśliwa, ale zrozumiała kim jest, pojęła siebie na tle innych ludzi i ich potrzeb.
    Na zakończenie stwierdziła, że każdego ze swoich klientów kochała ( tak to wyglądało – szczerze ją podziwiałam), każdy był dla niej smutnym przypadkiem człowieka samotnego niekochanego i nie umiejącego przyjąć miłości w lęku przed zaangażowaniem i osaczeniem. Wielu z nich to życiowe niezguły, niebieskie ptaki i nieudacznicy. Ale Ona dawała tym mężczyznom “miłość” poczucie że komuś na nich zależy bez zobowiązań i oczekiwań i to było jej powołanie i na pewien sposób wrodzona potrzeba, ponieważ jak pisze odczuwała z tego powodu satysfakcję, przyjemność i zadowolenie . Napisała również, że nie żałuje, bycia prostytutką, bo bardziej służyła bogu jako ladacznica, niż jako zakonnica.
    Nie wystarczy recenzja, to zawsze czyjś punkt widzenia, tak jak ten jest moim.
    ( to taka moja krótka recenzja i wnioski, zachęcam do przeczytania- nie gruba książka)

  5. Dorota powiedział/a

    No nie aż taka krótka , ale bardzo poruszjąca, emocjonala i wartosciowa. Warto opublikować na głównej stronie, resztę muszę przemyśleć.

  6. ~ezomagica powiedział/a

    Tak też pomyślałam, Dorotko jesteś moim NATCHNIENIEM :) SERIO SERIO

  7. Dorota powiedział/a

    hmmm…to chyba znowu zadziałało, to co u siebie na stronie wywróżyłam. A wróżyłam na real…dziwne ;-) .

    :-) :-) :-)

  8. ~ezomagica powiedział/a

    Ot synchroniczność ? Albo mowa wszechświata, nie tam – wróżba :)

Dodaj komentarz

XHTML: Możesz skorzystać z tych etykiet: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>