Więź silniejsza aniżeli śmierć. Dusza świata
(Reszta od 1 do 8 na końcu postu)
Kto, w zupełnie zamkniętym pomieszczeniu, będzie w stanie udowodnić, że poza nim istnieje coś jeszcze, oprócz wyobraźni ?
A komu udało się wstrzymać proces oddychania i zachować przytomność. Przeżyć bez wody dłużej niż tydzień, albo dotknąć żywego człowieka absolutnie pozbawionego ciepła i energii? Co by się stało z naszą żywą maszynerią gdyby którąś z energii, odciąć na stałe?
Bez ciepła i energii nastąpi wychłodzenie i śmierć, bez wody odwodnienie i również śmierć, o powietrzu nie wspomnę. Niektóre osoby twierdzą że w ogóle potrafią obyć się bez jedzenia … Nie wierzę.
Nawet gdyby była to prawda, a nie religijno-komercyjno-propagandowa mistyfikacja, to czy aby na pewno, można odciąć się od materialności i przeżyć bez picia i choćby częściowego dokarmiania ?
Jeśli chodzi o jedzenie, zgodzę się, że można sobie darować choćby przez tydzień. Natomiast nie da rady fizycznie zaistnieć, bez podstawowego składnika – gruntu pod nogami. Nawet jeśli wykarmimy się z pomocą energii słońca, napoimy astralną rosą – żeby żyć, trzeba móc stanąć, mieć oparcie dla nóg i stały punkt odniesienia.
Ziemia jest najważniejszym żywiołem i zawiera w sobie wszystkie pozostałe. Fizyczność nie wykluczając z niej pieniędzy, seksu i władzy jest dla człowieka, bezcennym doświadczeniem, musi się z nimi skonfrontować, tak jak z uczuciem miłości, emocjami i współczuciem, oraz mądrością – które również są ziemskimi produktami, nie duchowymi i ponad cielesnymi.
Nasza planeta z wodą, powietrzem jej wewnętrznym i zewnętrznym ciepłem i z tym wszystkim co w niej wymieszane jest całkowitą jednością i domem dla ludzi, zwierząt i całej natury.
Astrologia dzieli energię życia na cztery niezależne żywioły, które w kosmogramie wzajemnie tworzą, obraz życia na naszej planecie w tym i człowieka. Bez względu czy uznajemy wpływy astrologii za faktyczny, czy nie. Istnienia żywiołów nie da się zignorować, są częścią naszej natury, całością tego z czego jesteśmy zbudowani, jak ziemia po której stąpamy i której jesteśmy zewnętrznym nie jakimś odrębnym – duchowym przejawem.
Ziemia, to same skrajności, w jednym miejscu dymiące wulkany w innym, gotujące się wody w jeszcze innym zmarzliny albo gorące pustynie, a za chwilę krajobraz soczystej dzikiej zieleni albo bezkresnych głębi oceanów, a w górze ponad ziemią, granatowo- niebieskie masy powietrza z jaśniejącymi nocą punkcikami święcących gwiazd, konstelacji i planet.
Ziemia jest owalna, obraca się wokół własnej osi i słońca, a wokół niej krąży tajemniczy twór, nie gwiazda i nie planeta nasz satelita, Księżyc.
Ponad atmosferą Ziemi, jest kosmos i brak życia dla człowieka. Czy możemy być pewni, że to na co spoglądamy rzeczywiście istnieje ? Tylko dlatego że jakieś “tęgie umysły” przy pomocy różnych urządzeń, skomplikowanych mechanizmów, przekonały nas do istnienia określonych twierdzeń ; – “przecież wszyscy wiedzą, że to coś to satelita”.
Nasz świat ograniczony jest do postrzegania kilkoma zmysłami, cała reszta to wyobraźnia i poleganie na wizualnych środkach przekazu wychodzących od elit rządzących, które je przygotowują, montują i masowo przekazują. Kto w zupełnie zamkniętym pomieszczeniu będzie w stanie udowodnić, że poza nim istnieje coś jeszcze ? Niech spróbuje …, a może mu się powiedzie?
Woda jest podstawą, bez niej nie jest możliwe zaistnienie życia. Ziemia potrzebuje wody a z nią człowiek jej twór powierzchniowy. Wszystko stworzenie rodzi się i powstaje z wody albo z jej pomocą. Żeby mogło się urzeczywistnić i zaistnieć potrzebuje gruntu, ciepła i ziemskiej atmosfery – tlenu i powietrza.
Owe cztery żywioły występują na naszej planecie wymieszane wokół w różnej formie, ukryte w żywych organizmach i w twardej ziemi, w przedmiotach i w człowieku – chowają się przed naszymi oczyma, jakby ich wcale nie było.
Woda żeby w nią uwierzyć, powinna płynąć w rzekach, morzach, oceanach albo z kranu. Wodą gasi się pragnienie, obmywa ciało doznając ulgi gdy na dworze za gorąco. Woda zmywa wszelki brud, służy jako rozpuszczalnik, gasi zbyt intensywne pożary, chłodzi albo ciepło obmywa. Nad brzegami mórz, rzek i jezior marzy się i odpoczywa, nurkuje w poszukiwaniu innych światów, pływa pokonując jej opór i ćwiczy mięśnia, woda uzdrawia, w wodzie jest się lżejszym. Jej siła potrafi zrodzić ogień, napędzając turbiny i koła. Woda umożliwia życie i niszczy wylewając się ze swoich naturalnych brzegów, zabiera je ponownie.
Woda zamarza zimą, wyparowuje latem, utrzymuje się w naszych ciałach niczym woda w rzekach, jeziorach i morzach. Bywa niszczycielska, albo życiodajna, nie da się jej pominąć, nie zauważyć, nie poczuć przed nią respektu.
Woda żyje w człowieku fizycznie i zupełnie metaforycznie, niczym lustrzane odbicie. Na naszej planecie wszystko pochodzi z jednego źródła – myśli rodzą się wraz z fizycznością, a fizyczność z myślą. Ludzie są tym samym co ziemia i żyjące na niej i w niej minerały, zwierzęta i rośliny. Nie ma w nas niczego takiego, czego nie odkryto by w drugim człowieku.
W człowieku ukrywają się wszystkie ziemskie żywioły; morza i oceany, maleńkie strumyczki i szmaragdowe jeziora. Są w nas dymiące wulkany i palące ognie, ciepłe ogniki i szalejące pożary. Ukrywają się w nas huragany i niegroźne zefirki, a wszystko odziane w skórę włosy i pozory że jest czymś innym.
Gdy na świecie nie było jeszcze znajomej cywilizacji – telewizji, internetu, telefonów a być może była inna. Dawno temu jacyś nasi przodkowie, mniej zajęci wtórnymi produktami ziemi, a bardziej nią i sobą, odkryli że wszystko jest ze sobą połączone choć sprawia wrażenie oddzielenia. Najpierw odkryli że ziemia i ludzie – zachowują się identycznie w obliczu tego samego, ba, ludzie są ziemskim przejawem jej zmagań z samą sobą i życiem poza nią.
Gdy w jakiejś jej części brakowało promieni słońca, z wody powstawał lód i życie umierało bądź wegetowało. Innym razem zbyt intensywne upały rozpuszczały lodowce i lód zamieniał się w płynną wodę, powodując potopy, bądź wyparowywała, powodując susze i walkę o przetrwanie. To samo tyczyło się wszystkich innych żywiołów. W człowieku działo się identycznie, gdy brakowało energii , albo było jej zbyt dużo ludzie stawali się chorzy, wyczerpani i umierali.
Fizycznie człowiek i ziemia spleceni są nierozerwalną pępowiną. Gdy człowiek wydawałoby się niszczy swoją planetę, ona niszczy jego.
I tak Ludzie zaczęli poszukiwać czegoś, co oprócz człowieka ma związek z ziemią. Skoro Ona – Ziemia utrzymuje człowieka przy życiu i jest jego macierzą, to ktoś, lub coś utrzymuję Ziemię – może ojciec?.
W taki oto sposób narodziły się różne idee, od wiary w bóstwa, boga podtrzymującego życie ziemi po “spokrewnione” z ziemią – gwiazdy i planety ze słońcem, gwiazdami, planetami. Owe nadnaturalne kontrolujące siły – bogowie, bądź planety, musiały znajdować się, tam gdzie ani człowiek, ani ziemia nie dosięga, w tajemniczym niedostępnym kosmosie.
Dziś nikt już nie sprawdzi, czy to od przybyszy z gwiazd, czy od ludzi – którzy sami podówczas byli jeszcze kosmicznymi wędrowcami, pojawiło się przekonanie, że wszystko co dzieje się na górze w niebie – dzieje się na dole i kieruje życiem zarówno Ziemi i Ludzi. Wzajemne relacje niebiańskich istot, zamieszkujących odległe kosmosy i inne galaktyki, wprowadzały w ruch olbrzymie energetyczne centra, potem nazwane planetami, albo gwiazdami. Spekulacje na ten temat, trwają po dziś dzień.
Uważa się, że substancje niezbędne do życia dla ziemskiej macierzy, podzielono na cztery zasilające grupy energii, w zależności od jej rodzaju i zbliżonej ze sobą jakości i nazwano trygonami energii i wprzęgnięto do Astrologii, dziś uznawanej za zabobon. Energie owych planet, to ; ognień (iskra boża, nasienie) woda (rozpuszczalnik, wody płodowe), powietrze (fluid, eter, boży zamysł) i ziemia (zaczyn, forma, oczyszczanie).
W zależności od planety, energia ognia manifestowała się w określony sposób – w formie krótkich energetycznych serii i długich stałych napromieniowań, aż po – przemienność. Woda istniała w formie strumienia zmagazynowanej masy, energii podtrzymującej, oraz w postaci pośredniej, utrzymującej się w gotowości do zaistnienia.
Powietrze miało za zadanie i poruszać na ziemi owe energie, zaś ziemia przyjmować i transformować w określone formy. Zaś sam nośnik lub sposób w który miałby to się dziać i być przekazywane na ziemię, do żywych organizmów, jest bardziej fantazją niż faktem, zaś teorii nieskończenie wiele.
Tak narodziło się przekonanie że to „niebo” steruje życiem na ziemi i wiele spojrzeń aż do dziś, właśnie w niebie szuka odpowiedzi na pytanie o sens istnienia i ludzki los.
Ludzie na podobieństwo bogów w niebie ( planet) stali się nosicielami energii przekazywanej ziemi, w tym i sobie na wzajem poprzez wzajemne relacje i związki, oraz organizmom żyjącym wewnątrz ich ciał, maleńkim na co dzień nieuświadomionym i niewidzialnym komórkom i bakteriom.
Indywidualna osobowa dusza, może w człowieku nie istnieć, a jedynie jednoczyć go całością, tak jak i stworzenie, które wraz z człowiekiem wspólnie zamieszkuje wszechświat. Gdy ktoś umiera wszystkie żywioły – energie jego kosmogramu, jego planu na życie – nieustająco trwają i tworzą dalej, nie kończąc istnienia wraz ze śmiercią jednego ciała.
Człowiek jest ziemią i człowiekiem jednocześnie, umrze dopiero wtedy gdy umrze Ziemia nie ciało i umysł. Natomiast ziemia jest jednością z całym wszechświatem i również może nie posiadać samodzielnej duszy. Zarówno człowiek jak i to co go otacza i co widzi z pomocą zmysłów, jak i inne niewidzialne światy i organizmy żyjące wewnątrz i na zewnątrz jego ciała, są zanurzone w jednej i tej samej niepodzielnej duszy w której zanurzona jest i ziemia z wszystkimi innymi światami.
WARTO obejrzeć wszystkie części, dokładnie z uwagą i poczytać napisy













FotoTurystyka
ROHRIG TAROT







Agatko piękna ci wyszła ta oda do matki ziemi i do jej żywiołów
Jest tak doskonała, chciałby się powiedzieć wręcz perfekcyjna.
Ale pewien cytat zwrócił moją uwagę:
“Nasz świat ograniczony jest do postrzegania kilkoma zmysłami, cała reszta to wyobraźnia i poleganie na wizualnych środkach przekazu wychodzących od elit rządzących, które je przygotowują, montują i masowo przekazują.”
Czytając go odniosłam wrażenie, że nasze zmysły są tylko niewielką i małą znaczącą cząstką naszego jestestwa, za to miałam wrażenie, że wyobraźnia jest w przypadku tego tekstu podniesiona do zdecydowanie wyższej rangi niż nasze zmysły. Ale zastanówmy się, czym jest wyobraźnia, czy nie jest ona współrzędną działania naszych wszystkich zmysłów, doświadczeń i naszej wiedzy, przy czym tutaj muszę się ponownie odwołać do naszych zmysłów, przez które ani nasze doświadczenia życiowe, ani nasza wiedza nie byłyby możliwe, a co się z tym wiąże nie byłoby możliwe tworzenie za pomocą naszej wyobraźni czegoś nowego. Nasze zmysły są tym głównym środkiem komunikacji ze środowiskiem i otoczeniem, a wyobraźnia jest tylko efektem ubocznym działania naszych zmysłów, przynajmniej ja tak to widzę.
Dorota
6 Lipiec 2009 at 12:40
Bez długiej litanii filozoficznych wynurzeń. Co było pierwsze zmysły, czy wyobraźnia
Jak myślisz Dorotko, co zrodziło się pierwsze ?
~ezomagica
6 Lipiec 2009 at 21:31
He dobre pytanie. Racjonalnie podchodząc do tematu podejrzwam , że w łonie matki powstające zmysły są pierwsze i te pobudzają do działania własną wyobraźnię płodu, oraz jednocześnie umożliwiają kontakt z matką, a więc ze światem.
Dorota
7 Lipiec 2009 at 3:41
Pytania można było by mnożyć … trudno orzec co było pierwsze – matka czy dziecko, na zasadzie kury i jajka. Wszystko cokolwiek człowiek odkrył, zmodyfikował i wytworzył , wzięło początek w jego wyobraźni. Ale skąd wzięła początek wyobraźnia ? Od zmysłów z mózgu… Dobra, dobra a mózg skąd się wziął, od matki i ojca, a matka, a babka, a pierwszy człowiek ? Z ludzkiej wyobraźni, filozofii i pragnienia powstaje – cała cywilizacja. Najpierw jeden filozofuje, a potem drugi podłapuje i wprowadza “myśl” fantasty w życie. Może się zdarzyć, że wyobraźnia to cecha bogów. Wyobraźnia jest pierwsza, poprzedza każdy świadomy czyn i wynalazek.
Brak jakiegokolwiek początku jest dla człowieka nie do wyobrażenia, tu jego wyobraźnia się kończy i bóg się kończy, a rozpoczyna ” wielka tajemnica wiary”.
Dawno, dawno temu, ktoś zapragnął zrobić człowieka i ulepił go z prochów ziemi, zupełnie jak pewna kobieta z bajki o Calineczce, zapragnęła dziecka, więc poszła do “starej czarownicy” po magiczne ziarno, zasadziła je w doniczce a potem ( to, ode mnie) inna kobieta udała się po ziarno i zasadziła je w swojej doniczce itd. itd..
Nie ulega wątpliwości, że ktoś musiał być pierwszą pragnącą kobietą z doniczką. Tylko co z tą czarownicą, jakiej była płci?
~ezomagica
9 Lipiec 2009 at 21:42
Trochę poplątane ale dobra droga
feniks
11 Sierpień 2009 at 18:50