Podróże różne

Tao życia w obfitości

Nie obojętni na losy innych, bez względu na czas, ten jest zawsze odpowiedni.

Opublikował/a ezomagica w dniu 17 Grudzień 2009

Zbliżają się święta wielu z nas, być może czymś obdaruje swoich bliskich, albo przyjaciół, jakimś symbolicznym “zajączkiem”, “jajeczkiem”. Oprócz tego kilka złotych przeznaczyliśmy, być może, dla szefa, żeby w nadchodzącym roku popatrzył na nas łaskawszym okiem, albo zwyczajnie go lubimy bo jest super szefem i dobrym człowiekiem.
Ileż radości daje moment gdy obdarowywany człowiek, bierze w ręce nasz prezent,  ogląda pakunek z każdej strony, chwali za ładne opakowanie, potrząsa zawartością i mówi;
- cóż to może być, a my wpatrujemy się w niego szczęśliwi, podekscytowani z nadzieją,  że nasz prezent to jest to co go naprawdę ucieszy.
I zazwyczaj tak się dzieje, przynajmniej wśród najbliższych, którzy przedtem, tak niby przypadkiem zasygnalizowali nam co chcieliby dostać od św. Mikołaja.
Radość jest zawsze, szef się ucieszy, że pracownicy o nim pamiętali, rodzina tym bardziej.
Dzielimy się wspólną radością i mamy widoczną satysfakcję z uszczęśliwienia drugiego człowieka.
Krótko, nie żal nam naszych pieniędzy ani zachodu.
Inaczej się sprawy mają, gdy ktoś obcy niewyobrażalnie daleki jak Bóg w niebie,  poprosi o naszą pomoc.
Nie czujemy potrzeby ani w sercu, ani ze zdrowego rozsądku, najczęściej kwitujemy to na chłodno, że inni mają więcej od nas, więc niech rozdają bo mają, albo, że po świecie chodzą naciągacze i złodzieje.
I jest w tym sporo racji, trzeba mieć się na baczności, bo wielu niby potrzebujących, to zwyczajni naciągacze i oszuści, łotry dorabiający na naszych mięciutkich serduszkach.

Ale są misje cieszące się zaufaniem, działają w nich anioły w przebraniu człowieka.

Dodam, do słów siostry Emmanuelli, która całe swoje życie poświęciła wyciągając innych z dna rozpaczy i kresu człowieczeństwa, że ubogim nie jest ten kto nic nie ma w sensie materialnym, ale ten co nie widzi nic poza “pępowinową rodziną” i czubkiem własnego nosa, to jest prawdziwie ubogi człowiek uwiązany na jednym sznurku i ograniczony jego długością !

Akcja ołówek dla afrykańskiego dziecka

Nie bądźcie duchowymi miernotami, obrażonymi na tę rzeczywistość mistykami, praktykującymi religijnymi snobami.
Pozbierajcie trochę porozrzucanych w szufladach nikomu nie potrzebnych ołówków i innych przedmiotów szkolnych, dorzućcie kila złotych do urządzenia robiącego ekg.
Wystarczy nie palić papierosów, wyłączyć zbędną żarówkę, kupić tańszy proszek do prania i o jedną książkę z afirmacjami mniej.
Nie trzeba wielkich gestów, rezygnacji, sama tego nie robię. Wystarczy odrobina rezygnacji z czegoś co i tak nikomu nie służy, ze zbytku i marnotrawstwa, żeby móc i pomóc.
Może wasze dzieci skończyły szkołę i coś tam po nich pozostało w szafkach i szufladach ?
Wybieracie się na przedświąteczne zakupy ? Wrzućcie dodatkowe pudełko kredek do koszyka.
Już słyszę; – Ja mam dawać, niby z czego, a od czego są prawdziwi bogacze ?
A ja wam odpowiem, nie czekajcie, aż ślepy zobaczy, głuchy usłyszy, albo, że wasz bogatszy brat z Ameryki zamiast was, zrobi matce prezent .
Czy nie kupicie “bliskim” prezentu tylko dlatego, że wasza siostra jest od was zamożniejsza, albo wyparła się rodziny z jakiegoś “uzasadnionego” powodu?.
Będziecie czekać na innych? A chcielibyście żeby to o was tak się przepychano ?
Nie, na pewno nie chcielibyście być emocjonalnymi czy materialnymi żebrakami.
Każde z tych dzieci mogło być waszymi dziećmi, a wy ich matkami.
Nic straconego, wszyscy mamy szansę w przyszłości, jeśli filozofia reinkarnacji jest prawdą posmakować ich losu.
A co jeśli tak ?
Czy trzeba lepszego piekła niż urodzić się człowiekiem w Kamerunie, albo Etiopii ? Potrzebny komu garnek ze smołą, żeby cierpieć męki ?
Obojętność największy grzech ludzkości trwający nieskończoność . Wymieniamy się losem, raz się radując, a raz utyskując. Za każdym razem albo cierpiąc albo obojętniejąc.
Bajki, bajkami,  a co jeśli nie ma żadnej karmy, Boga a my jesteśmy przypadkową zbieraniną komórek i atomów, drobinką w wiecznie falującym morzu życia ?
Jemy, żyjemy, wydalamy, rozmnażamy się i umieramy, a po nas jedynie trawa wyrośnie, robaczek z głodu nie zdechnie ?
Jestem przekonana, że jeśli Bóg istnieje, nie spotkamy go pod żadną z transcendentalnych postaci. Dla nas żyjących jest zawsze człowiekiem i naszym zbawieniem, poza nim nie istnieje w naszej rzeczywistości nic więcej.

Zróbcie dalekiemu krewnemu prezent od Świętego Mikołaja,  taki jaki sami chcielibyście dostać będąc na jego miejscu, żyjąc w ubóstwie,  z dala od tego wszystkiego co dziś macie, a i tak narzekacie.