GALERIA MAGIA i UROK LA GOMERY
Na wyspie La Gomera nie wybudowano zbyt wielu hoteli. Właśnie w obrębie tej wyspy, Hiszpania zakazała rozbudowy bazy turystycznej. Co w efekcie spowodowało, że na wyspie jest dziko i spokojnie i mało tu hotelowego zgiełku i wielkich luksusowych promenad jak na pobliskiej Teneryfie.
PRAWDZIWA MAGIA
Dzięki temu La Gomera zachowała klimat dziewiczego zakątka i magicznej krainy. Na wyspie szamani, uzdrowiciele i czarownice to bardzo szanowana grupa społeczna, wierząca w siłę magii i ukrytą stronę ziemskiej rzeczywistości.
“Podróżując po wyspie, nie można ominąć La Laguna Grande. Według podań i legend odbywały się tu zloty czarownic, szczególnie wtedy gdy mgła uniemożliwiała mieszkańcom poruszanie się po wyspie. Prowadzi stąd pieszy szlak w głąb trzeciorzędowego lasu, jednego z najstarszych terenów leśnych na ziemi, którego nie objęło ostatnie zlodowacenie. W rezerwacie rosną wawrzyny, laury, wierzby kanaryjskie. Można spacerować mroczną ścieżką wytyczoną przez Guanczów. Na liściach, korze drzew i kwiatach drżą duże krople wody – to tzw. poziomy deszcz. Zderzające się ze sobą masy powietrza powodują mgłę, która skrapla się na roślinach i spływa po nich na ziemię, stąd tak duża wilgoć. Po obu stronach ścieżki dywan kwiatów i mchów, powietrze wyjątkowo rześkie.” (fragment link)
Klimat na wyspie tchnie dziwnym tajemnym spokojem, jej mieszkańcy są wobec obcych przybyszów, uprzejmi lecz zdystansowani. Jedną z form zwiedzenia jest objechanie przepięknego wybrzeża i magicznego wnętrza wyspy w autokarze należącym do miejscowego gospodarza, albo pobyt w jednym z niewielu hoteli i kontemplacja urokliwego środowiska.
Krzysztof Kolumb
W drodze autokar zatrzymuje się w kilku ciekawszych miejscach i na posiłek, oraz w stolicy San Sebastian do której w 1492r w drodze do Indii (wtedy odkrył Amerykę) przybył Krzysztof Kolumb, aby uzupełnić zapasy wody z miejscowej studni ( jedna z atrakcji turystycznych). Według opowieści( legendy) na tej wyspie, zakochał się i przeżył swoje pierwsze miłosne uniesienie, niestety ukochana źle znosiła zbyt długie rozłąki i oczekiwania na ukochanego, więc wyszła za innego mężczyznę, ówczesnego właściciela La Gomery. Ponoć Kolumb nigdy sobie tego nie darował i więcej się tak nie rozkochał.

Na La Gomerze poza jej naturalnym urokiem, nie ma zbyt wielu turystycznych atrakcji.
Atlantydzi ?
Rdzenni mieszkańcy prawdziwie fascynują, klimat wyspy również. Podobno pochodzą od starodawnego i legendarnego ludu Guanczów, który uważa się za potomków zaginionej Atlantydy.
Opowieść mówi, że gdy do brzegów wyspy dotarli pierwsi Hiszpanie konkwistadorzy, nie mogli uwierzyć w to co widzą. Na powitanie wyszli do nich ludzie o zupełnie jasnej karnacji , blondyni o błękitnych oczach, oświadczając że ich pradziadowie utknęli na wyspie dawno temu unikając ogromnej katastrofy, wywołanej nagłym i bardzo silnym trzęsieniem ziemi.
Ratując się ucieczką szukali schronienia w najwyżej położonych rejonach ówczesnego kontynentu. Niestety hiszpańscy łupieżcy najmniej nadawali się na wybawców. Ich szeregi stanowiły głównie zabijaki, szukające w podbojach bogactwa i sławy.
Obecnie, rdzenni mieszkańcy Teneryfy ( jest ich niewielu) nadal zamieszkują jaskinie ukryte w zboczach gór, z dala od wścibskich oczu, często z doprowadzoną do ich wnętrza elektrycznością.
Zadziwiające stare mapy
Natomiast zachowały się mapy żeglarskie, jakie wówczas Hiszpanie wywieźli z wyspy. Współcześni historycy próbujący rozwikłać zagadkę zaginionego kontynentu, głowią się w jaki sposób Guanczowie weszli w posiadanie map na których dokładnie wymalowano jeszcze nie odkryte ( XV w ) kontynenty obu Ameryk i Antarktydy.
Z całą pewnością mapy te są oryginalne, ale puki co rewelacyjne odkrycia, (jak zresztą wiele innych) nie pasujące do niczego, odkłada się do szuflady, na potem.
Nikt ponad wszelką wątpliwość nie dowiódł że mieszkańcy La Gomery którzy uważają się za Atlantów, są nimi rzeczywiście. Na co dzień podporządkowali się Hiszpanii, uznali język hiszpański za oficjalny, ale posługują się nim, ze specyficznym miejscowym akcentem, zniekształcając go nie do rozpoznania.

LaGomeryjczycy
LaGomeryjczycy nie czują się Hiszpanami, a nawet traktują taką identyfikację jak obelgę, nie zawierają między sobą małżeństw i, kontaktują się wyłącznie w sprawach formalnych, na co dzień izolują się.
Mówi się że czarami i zabiegami magicznymi wymusili dla siebie “autonomię” , dlatego są u siebie i czują się jak dawniej. Nie ma tutaj zachodnich kapitałów, wielkiej turystyki, a wyspa uznana została za skansen przyrody i jest chroniona hiszpańskim prawem ( może coś w tym jest).
GWIZDANY
Oryginalnym językiem porozumiewawczym jest na wyspie język gwizdany, do dziś popularny i bardzo praktyczny. Ogromne przestrzenie, górskie przełęcze nie stanowią bariery dla tego rodzaju komunikacji, po co krzyczeć albo wspinać się do sąsiedniego domu na szczycie trudno dostępnego wzgórza, jak można powiedzieć, co się chce, po prostu gwiżdżąc. Gwizd rozchodzi się szybko i bez problemów na wielkich przestrzeniach.

Współczesną konkurencją dla języka gwizdanego, mógłby zostać telefon komórkowy, ale puki co wysokie masywy górskie zakłócają zasięg komórki. Dzieci na La Gomerze uczą się języka gwizdanego obowiązkowo w szkołach, jak my polskiego.. Na promie który kursuje pomiędzy wyspą Teneryfą i La Gomerą komunikaty odczytywane są w trzech językach; hiszpańskim, angielskim i gwizdanym. Co znaczy, że pasażer – turysta zamiast słów przez kilka minut słyszy niezrozumiałe dla siebie gwizdanie. Poniżej krótki filmik, który przywiozłam ze sobą z letniego pobytu na wyspie. Rodowity Lagomerczyk podczas naszego obiadu pokazuje jak to robi.
GWIZDANY NA FILMIE
MOJA GALERIA
- XVII w Malowidło w kościele w San Sebastian, upamiętniające pobyt Krzysztofa Kolumba
WSZYSTKIE POSTY






















































































FotoTurystyka







Dużo zdjęć ciekawy opis wrazen, dziękuję że mogłam nimi wcześniej oko nacieszyć nim sama przywiozę w aparacie trochę swoich . Wkrótce wybieramy się z rodzinką w te rejony. Serdecznie pozdrawiam i buziaki zostawiam
michalinka
29 Czerwiec 2009 at 22:22