Historie niezwyczajne
Strach ma oczy Lemura
Jakie to zdarzenia sprawiają, że w pierwszej chwili, nasz umysł szaleje, skóra cierpnie, włosy stają dęba i dostajemy wytrzeszczu gałek ocznych, nie dowierzając własnym zmysłom ?. Przytoczę kilka takich, które mnie osobiście zaniepokoiły swą „dziwnością” i kilka takich, które, być może, przydarzyły się moim znajomym i kolegom( bo z takim przejęciem o nich rozprawiali) ? A potem najbliższej rodzinie i przypadkowo spotkanym osobom, które być może ukształtowały mój przyszły sposób myślenia i kierunek w stronę rozszyfrowania magiczności tego świata? ( mam na myśli opowieści z dzieciństwa).
Ileż to historyjek człowiek słyszał, wpierw na koloniach i obozach, snuto tam niesamowite opowieści, o Czarnej Łapie, co niegrzeczne dzieci porywała nocą, żeby im potem za karę, wyskrobać skórę na plecach tarką do jarzyn ( ależ to była bajeczka, obowiązkowa przed zaśnięciem na każdej kolonii, na którą mnie wysłano).
Albo kto z gierkowskiego pokolenia nie zna opowieści o Czarnej Wołdze do której „coś”, albo jakieś „ktoś” wciągało dzieci do środka i uprowadzało, żeby zrobić krzywdę, zwłaszcza te dzieci, co się za bardzo od domu oddalały. Znajdowano je potem nieżywe, całkiem odessane z krwi. Kto by dziś takie bzdury o czarnej wołdze pisał, a nie o ruskiej mafii, co te dzieci porywa.
Najlepszą bronią kontrolującą drugiego człowieka jaką kiedykolwiek wyprodukował ludzki umysł i jak wirusa rozsiał na całe przyszłe pokolenia, jest strach. Bój się, przestrasz się mnie, i nie ważne czego, byle działało, strach ma wielkie oczy i czyni człowieka posłusznym! Bój się bój, cicho siedź i się nie wychylaj za bardzo, bo strach. Czy jak człowiek się nie boi, to jest „grzeczny” ? Nie jest, i dlatego wymyślono tortury ze strachem w roli głównej i nie fizyczne, a psychologiczne rzecz jasna. Takie co wyobraźnię rozpalają i rozum odbierają ( nie jednemu odebrały)
Było tych koszmarnych opowiastek, nieco więcej, wymyślanych być może, przez jakiegoś pomysłowego rodzica, dla postraszenia niegrzecznych dzieciaczysków i doprowadzenia ich do posłuszeństwa, a potem te dzieci opowiadały sobie nawzajem te bajeczki, aż do momentu gdy polska rzeczywistość nie weszła do świata telewizyjno – komputerowego odbiornika w wymiarze całodobowym ( nie mylić z tv. od 17.30-21.00) i czarna łapa stała się strasznie głupia i banalna.
Wszystkie dziwaczne zdarzenia które mnie osobiście dotyczyły, prawie zawsze potem, dały się jakoś racjonalnie wyjaśnić, a te które nie dały, być może należą do grupy tak zwanych paranormalnych, albo są zabiegami mojej bujnej fantazji, żeby się takimi stać, jak w „Niekończącej się opowieści” i ożyć ? Któż tego dowiedzie, że jest tak, albo siak, nikt zapewne…
Pierwszej dziwnej sprawy tutaj, a ostatniej w w ogóle, doświadczyłam wczoraj około godziny ósmej wieczorem.
Historia niezwyczajna numer jeden~ „Spotkanie z dziwnym ogniem”
Czy w Domku Duchów, pojawił się prawdziwy duch ognia ?
A było to tak. Postanowiłam poczytać, ale przedtem stworzyć sobie do tego odpowiedni nastrój. Wśród nowych pamiątek przywiezionych z Azji i nazwanych przeze mnie – „Domkiem dla duchów” ustawiłam maleńką świeczuszkę na drewnianej podstawce do kadzidełek. Podpaliłam ją i kadzidełko z orchidei i postawiłam na przeciw złotego smoka z perłami, chwilkę postałam popatrzyłam jak się pięknie mieni moje smoczysko w płomyczku świecy i poszłam legnąć pod kocem. Dla relaksu wzięłam się za czytanie książki pt. Wiedźma, lekka fantastyka, fajnie się czytało, gdy po kilku godzinach świeczuszka która powinna była już zgasnąć, zaczęła się dziwnie mocno rozpalać i błyskać niespokojnie.
Popatrzyłam ze swego legowiska na nią, raz, potem drugi, a świeca rozpala się ponad miarę normalnej takich rozmiarów świeczki. Wstałam więc, podeszłam do niej i do smoka obok którego stała, oblekłam wzrokiem cały ten „domek duchów” i przez chwilę naszła mnie nawet myśl, że może co i straszy pośród tych akcesoriów? ! Myśl ta jednak szybko mnie opuściła, dmuchnęłam żeby zgasić płomień, i tu poczułam małe zdziwienie, zamiast zwyczajnego , „tsyt”, pojawiło się „fruuu” i ogień wielki jak jasna cholera o mało nie podpalił stojących obok książek! Toż, licho jakieś, czy co? przeleciało mi przez głowę…
Zawołałam córkę i kazałam jej przynieść w szklance wodę. Wzięłam trochę w garść ( tej wody) i chlapnęłam w puste już pudełeczko z wysokim jęzorzastym płomieniem!
Woda wlała się do wnętrza i nastąpiło coś , co kompletnie wyprowadziło mnie z równowagi, ogień zamiast zgasnąć, buchnął z niesamowitym impetem i wybuchem! Co do diaska? Czary ?
Zachciało ci się babo, domku dla duchów, no to i masz jakiegoś bardzo niegrzecznego ducha pali się do ciebie i ani myśli zgasnąć.
Dla zabawy, krzyknęłam na „ducha”; – Wynoś się zaraz i już mi gaśnij ! Płomień jakby się skurczył, ale na chwilunię i znów ciągnął się dwoma nitkami do góry.
Tylko tego oka z „Władcy pierścieni” , brakowało pośrodku dwóch długaśnych języków ognia. Już wiedziałam, że normalnie dmuchając, ognia nie ugaszę, wodą również nie ( święconej nie miałam), po piach na podwórko nie chciało mi się biec, a i na poważnie wystraszyłam się widząc, że w zupełnie pustym aluminiowym pojemniczku, wysokim na centymetr o średnicy może z 3 cm, nie ma się już co palić, a pali się jak ognisko.
Przyszło mi do głowy, że jak wrzucę ten ogień do większej ilości wody, musi zgasnąć. Pobiegłam po miskę do prania, szybko nalałam wody do połowy i postawiłam w przedpokoju z dala od ścian i innych mebelków, po czym sprawdziłam czy drewniana podstawka na której w aluminiowej podstawce płonął ogień jest w miarę chłodna, była, wzięłam więc oną, chwyciłam ostrożnie na wszelki wypadek gdyby była duchem i wrzuciłam do miski z wodą.
Buch i strzeliło z tej tyciej podstaweczki w górę strumieniem ognia, na wysokość bez mała 50 cm ! Zapłonęła w misce, Ale zgasło. Uff, zaśmierdziało w domu siarką jak z piekła, albo …., z paszczy smoka. Aż usiadłam z wrażenia, jak mi to na myśl przyszło. Zaczęłam zestawiać z sobą fakty, no tak, zapaliłam świeczkę obok smoka i pośród „magicznych” akcesoriów, przywiezionych z Tajlandii, żeby zbadać działanie „domku duchów”. I właśnie mój domek się Aktywował
Powiem szczerze, nie czułam niczyjej obecności ani żadnej magi, jedynie swąd i smród siarki. Popytałam potem rodziny, skonsultowałam się ze znajomymi, stuknęłam do wyszukiwarki google, ale tam nie było nic na temat wybuchających świeczek, a tylko petard. Nikt nic nie wiedział.
Postanowiłam jeszcze poradzić się tarota, co prawda zawahałam się, no bo jak to duchy, to już na bank i karty opanowały! Ale przemogłam to i wylosowałam trzy o takiej treści; 5 mieczy, as buław i dwa miecze.
Z kart wydedukowałam, że absolutnie to nie duchy, a coś nie tak ze świeczką. Logiczne, gdyby to były duchy, to złośliwe, a jak złośliwe to nie dałyby się ruszyć z miejsca i na widok miski z wodą zapłonęły by jak ognisko, albo buchnęły mi zarzewiem po oczach, a tak się nie stało.
Do dziś wieczór, zostałam bez odpowiedzi, do momentu w którym postanowiłam powtórzyć czynność ze świeczką i smokiem w „domku dla duchów” i za moment już wszystko wiedziałam.
Ustawiłam ją na tym samym kawałku drewienka do kadzideł, wsadziłam kadzidełko i wyjęłam z szufladki zapalniczkę, przechyliłam ją nieco w stronę knota i Eureka, coś jakby kropelka wody wpadła do świeczki. Wszystko stało się oczywiste, benzyna, cholerna benzyna z zapalniczki kapnęła wczoraj na knota. Benzyny jak wiadomo, nie gasi się z pomocą wody!. I to koniec złego licha, duchów w domku duchów i ziejącego ogniem smoka. Aleee, rozczarowanie, a było tak podniecająco i magicznie.
Jeszcze przedtem córka rozpaliła moją wyobraźnię chińską baśnią pt; ” Ruchomy zamek Hauru” , w której jedną z postaci jest taki mały nieszkodliwy demonik o imieniu Calcifer. Zapytałam, ją co złego zrobił ? Powiedziała że nie był zły tylko zniewolony. Zdecydowanie wolałam uwolnić Calcifera od gaszenia zwyczajnej benzyny z zapalniczki.
Historia niezwyczajna
Numer dwa
Krótka charakterystyka miejsca zdarzenia
Dom troszkę za miastem, cisza spokój, za oknami rzeka i dolina o tej porze roku spowita gęstą mgłą, albo śnieżną zamiecią, zaś z drugiej strony, ulica co jakiś czas gasnąca w mroku. Czort wie czy to oszczędzanie energii, czy niedomagające latarnie gasną, żeby znów się zapalić po 10 min, jak stary telewizor, gdy trochę odpoczną.
Dla konserwatywnego mieszczucha takiego jak ja, przeprowadzka nad rzekę w towarzystwo starych wierzb o wielkich dziuplach i nadrzecznych krzaczyskach wyginających się na wietrze i straszących zdeformowanymi kształtami, było sztuką przetrwania z własną wyobraźnią. Na początku sprawa priorytetowa, rolety w oknach, wcale nie przed bandytami ale dla spokojności żeby za często po zmroku nie spoglądać na spowitą we mgle i ciemnościach, rzeczną dolinę. Sceneria magiczna, wręcz wiccańska, albo zjawiskowa dla filmu o duchach i wampirach.
Dom nie stary, ale przedtem stało tu inne domostwo takie z przed pierwszej wojny światowej, wiadomo ilu w nim ludzi poumierało, a i w obecnym nowym domu był ktoś kto spędził w nim swoje ostatnie dni, a po jego śmierci przez dobrych kilka lat wiało z domu pustostanem z nienaruszonym pokojem po nieboszczce.
Jak do tej pory pomimo, że można byłoby mieć jakieś omamy, nic nie działo, nie pukało, nie trzeszczało, poza cichymi spacerami mojego kota, który momentami zakradał się jak jakieś duszysko. Z resztą nie duchów się bałam w tym miejscu i domu, a ludzi i ich ewentualnych nieproszonych odwiedzin.
Ale od jakiegoś czasu, a konkretnie od powrotu z Tajlandii, jest jakoś inaczej, możliwe, że to zbiegi okoliczności, najpierw nie dająca się ugasić magiczna świeca, teraz duch włączający sobie muzyczkę, a dziś jeszcze coś innego(w kolejnym poście). Możliwe że wszystko są to zbiegi okoliczności, które przy bliższej analizie dałoby się racjonalnie wyjaśnić. Przypadki? Albo coś tak subtelnie straszy, żeby nie nastraszyć, a pozostawić przestrzeń do namysłu; – A może mi się jednak zdawało ? I rzeczywiście po jakim czasie nie wiem już czy tak było, czy nie…
Duch włącza DVD ewidentnie coś mnie straszy
To że dzieci straszyć się nie powinno wie każdy dorosły poważny rodzic, ale co innego straszyć, a co innego opowiedzieć bajeczkę, przez siebie wymyśloną z morałem dla uzyskania jakiegoś pożądanego efektu, a więc kilka wieczorów temu opowiadałam taką bajkę swojej córce, o duchu głodomorze i żartowałam tylko, a tymczasem sytuacja zażartowała ze mnie.
Duch z mojej bajki wyglądał jak skrzyżowanie barbapapy z gumowym żelkiem, tyle, że ten był nieco większych rozmiarów, grubas w różnokolorowe ciapki i plamy z jednym bystrym okiem po środku malej cylindrycznej głowy i ogromnym przezroczystym cielskiem rozlewającym się na boki z bulgoczącym tłustym płynem w środku i wielkim łakomym wirującym pępkiem, jeszcze dołożyłam mu krótkie łapska z czterema paluchami i bardzo krótkie nogi z ogromnie długimi stopami, o która zawadza gdy niezdarnie się porusza i upada wydając z siebie dźwięki rozlanej glarety. I taki oto potwor powstał w mojej wyobraźni i miał odstraszyć moją córkę przed dodatkową kolacją.
Ducha ochrzciłam imieniem Syfon i dodałam, że zazwyczaj przesiaduje w kuchni, a gdy jest dobrze najedzony leży w salonie na kanapie porządkując swoje dodatkowe sadło. Na tę bajeczkę była tylko jedna reakcja, krzyczący protest, że kłamię i mam przestać straszyć, więc przybastowałam i powiedziałam, że żartowałam. Ale w człowieku siedzi taki chochlik co go namawia do, „no dalej”
Pewnie gdybym skończyła byłoby po sprawie, ale mnie jakieś licho podkusiło żeby dokończyć, że żarłoczny duch Syfon już się najadł i teraz wyleguje się na naszej kanapie w pokoju na dole. Z ledwością skończyłam to zdanie, a usłyszałam muzykę ( nie anielską). Ktoś na dole w zupełnie ciemnym i pustym salonie włączył DVD z płytą ! Coraz wyraźniej dochodziło do nas, la la la la la ……muzyka grała jak nic.
Zesztywniałam. Z gardła wydostało się ; – Co to ? Nerwowo rozejrzałam się za telefonem w nadziei na dzwonek połączenia, ale nie, jak nic na dole w pustym pokoju sama odtwarzała się płyta. Czy to nie dziwny zbieg okoliczności i fenomen jakiś ? Myśli jak błyskawice z prędkością światła poszybowały w stronę drzwi wejściowych. – Nie zamknęłam, jak wypuszczałam psa na dwór, zapomniałam zamknąć drzwi i wszedł złodziej teraz po cichutku kradnie, a przez przypadek włączyło mu się DVD !?
Reszta zdarzeń to komedia, nawet jak dla mnie po czasie, oczywiście. Schodziłam po schodach jak agent FBI tropiący czającego się za rogiem bandytę, zamiast pistoletu trzymałam przed sobą telefon komórkowy z wybranym numerem na policję i palcem na czerwonym guziczku ze słuchawką.
Zwierząt w to nie mieszałam, kot, był z nami na piętrze, a pies na podwórku.
Sztywna z napięcia w oczekiwaniu na najgorsze, ześliznęłam się po schodach, nie miałam wyboru i chcąc nie chcąc pchnęłam lekko uchylone drzwi od pokoju, zamachnęłam się energicznie i najsilniej jak potrafiłam, żeby uderzyć mocno, na tyle mocno żeby obezwładnić kogoś kto się tam ukrywał, a tymczasem oberwałam rykoszetem i przycięłam sobie nogę. Potem nastąpiła seria nerwowych chaotycznych skłonów, wygięć, wyciągnięć, pod stół, za krzesła, za komin, za meble do szafek itd. I nic tylko cisza. Na stole w pokoju grzecznie poukładane leżały sobie wszystkie piloty i zero kogokolwiek, poza ciszą, dziwną jakąś, bo mi się zdawało że ktoś mi się przygląda i że się ze mnie śmieje. Najwyraźniej śmiesznie wyglądałam, bo córka zamiast należnej w takiej sytuacji powagi śmiała się pod nosem. Zerknęłam na nią raz potem drugi jak stoi na schodach i rży ze śmiechu.
- Co się śmiejesz, zgłupiałaś? – czy nie rozumiesz, że coś straszy w tym pustym pokoju !?
- No powiedz, a kto włączył ten odtwarzacz, jak tam nikogo nie ma ?
- Nie wiem mamo, ale ty strasznie śmiesznie wyglądasz. Odpowiedziała rozbawiona
Do piwnicy zdecydowanie nie zeszłam, przekręciłam tylko klucz w zamku. Jeszcze miałam kilka innych pomysłów na tą okoliczność, a może coś zatrzęsło podłogą i odtwarzacz sam się włączył, nigdy tak nie było, ale zawsze może być ten pierwszy raz, a potem, że w pilocie guziczki się powciskały do połowy i jak coś zadrgało to się same nacisnęły i włączyła się muzyka, ale wszystkie próby żeby powtórzyć ten sam spontaniczny odzew urządzenia, spełzły na niczym. Odtwarzacz milczał jak zaklęty, a ja usiadłam zupełnie wyczerpana na kanapie, zaraz obok „ducha Syfona”
I nie wiem co się stało tego wieczoru i jak u licha sam włączył się odtwarzacz ? Od tamtej nocy minęło dobre kilka dni, a DVD uparło się żeby nie być zepsute i nie włączyło się ani razu, poza czynnością, weź pilota naciśnij i zagra.
Jeszcze tego wieczoru postanowiłam już nigdy nie straszyć dzieci, nie wywoływać duchów, nawet tych baśniowych i niesiniejących, ale nie odpuściłam sobie kart i pomimo, że mogły teraz mogły być bardziej nawiedzone niż kiedykolwiek, zdecydowałam się po nie sięgnąć. Wybrałam z talii sześćdziesięciu Aniołów Światła, (takich kartoników z tekstem zamiast obrazka), jedną na chybił trafił z napisem; Synchroniczność ! Tekst poniżej informował mnie że duchy i anielscy wysłannicy dają mi znaki, zawsze wtedy kiedy zachodzi potrzeba i nic nie dzieje się przypadkiem. Muszę się chyba zapisać do CTUD-u, bo przestrzegał mistrz Sujan, że tak to się niewinnie zaczyna, a kto wie może wkrótce nie tylko DVD, ale meble zaczną się przemieszczać i figurki same gadać , kuchenka się rozpali, a świece nie tyle nie dadzą się ugasić, co same zapłoną rozpalone niewidzialną ręką ? Powinnam sprzątnąć ten tajlandzki domek duchów, a może wziąć i spakować wszystkie karty, książki i program astrolog i spalić na stosie przed domem, albo na jakiej leśnej polanie ? Już sama nie wiem, może jakieś duchy w walizce przywiozłam ze sobą…To całkiem możliwe.
Mam jeszcze inną koncepcję. Słyszałam, że dzieci w pewnym wieku potrafią różne dziwne rzeczy robić, gdy się zdenerwują właczają żarówki i różne inne sprzęty itd. gdzieś kiedyś o tym czytałam. Sawiam na te właśnie moce, energię protestu mojej córki, wobec wymyślonego przeze mnie stwora, który jak nic podziałał na jej wyobraźnię.





TAJLANDIA tancerki SIAM










Tak to jest jak się z ogniem igra, to i woda nie pomoże
Wielki boże, a kto pomoże.
Nikt nie pomoże, to tylko igraszki losu się odezwały
I znaki zapytania po sobie zostawiały…
He he, no właśnie, bo następnego dnia ponownie zapaliłam, benzynka się wlała, a ogień i świeczka nie szalała
Reasumują to ; ???????